Volkswagen T-Roc od lat trzyma się czołówki list sprzedaży – i w Polsce, i w całej Europie. Kompaktowy SUV doczekał się właśnie najnowszej generacji, która mocno postawiła na elektryfikację. Sprawdziliśmy, czy bestseller wciąż ma argumenty, by bronić swojej pozycji.




Druga generacja kompaktowego SUV-a urosła – mierzy teraz 4,37 m długości – i postawiła wyłącznie na zelektryfikowane silniki. Testowany wariant 1.5 eTSI z miękką hybrydą i mocą 150 KM współpracuje z 7-biegową, dwusprzęgłową skrzynią DSG, do setki rozpędza się w 8,9 s, a maksymalnie pojedziemy 212 km/h. Zużycie paliwa? W mieście 7,3 l/100 km, w trasie ok. 5,5 l/100 km, a przy 140 km/h 7,4 l/100 km. Wnętrze przeszło prawdziwą rewolucję – jest tu nowy ekran, opcjonalny head-up, a w bogatszych wersjach fotele z masażem. Do tego zdecydowanie lepsze materiały niż w poprzedniku. Bagażnik mieści od 475 do 1350 l. Na drodze T-Roc jest dopracowany i przyjemny – kierownica wymaga niewielu obrotów, by auto skręcało, przyczepność jest pierwsza klasa, tłumienie nierówności bardzo dobre. Chciałoby się napisać – stary, nudny Volkswagen, ale właśnie w tym dopracowaniu tkwi jego siła. Auto praktycznie nie ma słabych punktów, może poza skrzynią, która czasem zbyt długo „trzyma” obroty i obsługą klimatyzacji. Ceny startują od 119 390 zł, a za testowaną odmianę R-Line z bardziej wyprofilowanymi fotelami i usportowionymi dodatkami zapłacimy ok. 155 tys. zł.





