Tomasz Filus, balonowy wicemistrz świata i mistrz Polski, o tym, dlaczego w baloniarstwie nie da się wygrać samą odwagą, jak nauczyć się czytać wiatr i dlaczego partnerstwo z Victoria Dom dobrze pasuje do sportu, w którym przestrzeń, precyzja i zaufanie mają fundamentalne znaczenie.
Balon na pierwszy rzut oka wydaje się jednym z najspokojniejszych sposobów podróżowania. Tymczasem zawody balonowe to sport ekstremalnie precyzyjny. Co przesądza o zwycięstwie?
Przede wszystkim decyzje. Balon nie ma kierownicy ani hamulca. Pilot nie może po prostu skręcić w lewo czy w prawo. Wykorzystuje różne kierunki i prędkości wiatru na poszczególnych wysokościach. Trzeba więc cały czas obserwować sytuację, przewidywać, co wydarzy się za kilka minut, i odpowiednio wcześniej podjąć decyzję. To sport, w którym bardzo często nie wygrywa ten, kto zrobi coś spektakularnego, tylko ten, kto popełni najmniej błędów. To wymaga koncentracji, ale uczy też pewnego rodzaju pokory. Człowiek szybko przekonuje się, że nie wszystko może kontrolować.
To chyba dość cenna lekcja również poza baloniarstwem.
Zdecydowanie. W życiu często wydaje nam się, że mamy wszystko zaplanowane. Tymczasem pojawia się coś, czego nie przewidzieliśmy i trzeba zmienić kierunek. W balonie jest to bardzo dosłowne. Możemy mieć świetny plan, ale jeśli zmieni się wiatr, plan trzeba skorygować.
Baloniarstwo jest więc bardziej sportem przewidywania niż panowania nad sytuacją?
Powiedziałbym, że sztuką reagowania. Dobry pilot nie walczy z warunkami. Stara się je zrozumieć i wykorzystać.
Brzmi trochę jak filozofia prowadzenia biznesu.
Pewnie dlatego, że w obu przypadkach ważne są doświadczenie, przygotowanie i umiejętność podejmowania decyzji przy niepełnej informacji. W powietrzu nie da się zatrzymać balonu i powiedzieć: „poczekajmy, aż sytuacja się wyjaśni”. Trzeba działać na podstawie tego, co wiemy.
Jak trafił Pan do baloniarstwa?
Baloniarstwo było obecne w moim życiu od dzieciństwa. Mój tata, Witold Filus, był wielokrotnym mistrzem Polski. Jako dziecko jeździłem z nim na zawody i bardzo szybko zacząłem poznawać ten świat. Początkowo była to po prostu fascynacja. Dopiero później zrozumiałem, jak wymagający jest to sport.
W 2024 r. został Pan wicemistrzem świata. W tym roku mistrzem Polski. Co dają takie wyniki?
Na pewno ogromną satysfakcję. Ale też pobudzają apetyt. Z drugiej strony medal nie oznacza, że kolejny lot będzie łatwiejszy. Nie ma znaczenia, co udało się osiągnąć wcześniej. Znowu trzeba przygotować sprzęt, przeanalizować warunki i podejmować właściwe decyzje.
Na Pańskim balonie widnieje logo Victoria Dom. Jak doszło do tej współpracy?
Victoria Dom zdecydowała się wesprzeć mnie i moją załogę. Dla zawodnika w tak wymagającej dyscyplinie to bardzo konkretne wsparcie. Baloniarstwo wymaga sprzętu, przygotowań i dużego zaangażowania całego zespołu. Partner pozwala rozwijać ten projekt i skupić się na rywalizacji.
Czy między baloniarstwem a budowaniem domów widzi Pan coś więcej niż tylko wspólne logo?
Tak. Wydaje mi się, że łączy nas przede wszystkim myślenie o przestrzeni. Victoria Dom tworzy miejsca, w których ludzie mają mieszkać i żyć, a ja z perspektywy balonu patrzę na przestrzeń z zupełnie innej strony. Z góry widać, jak wszystko się ze sobą łączy – miasta, domy, drogi, krajobraz. Ta perspektywa bardzo zmienia sposób patrzenia na otoczenie.
Czy pilot balonu musi być odważny?
Odwaga jest potrzebna, ale sama odwaga nie wystarczy. Czasami większą odwagą jest powiedzieć „nie” i zrezygnować z ryzykownej decyzji. W baloniarstwie brawura może bardzo szybko przestać być zaletą. Najważniejsze jest bezpieczeństwo – własne, załogi i ludzi na ziemi..

