Przez lata nie mogłem pojąć, jak człowiek świadomy może z premedytacją zaśmiecać środowisko naturalne. 15 lat temu pomyślałem, że wszystko można zmienić. Również świadomość. Tak narodziły się Czyste Tatry. Z prostej złości i z głębokiego przekonania, że gentleman to nie ten, kto chodzi w eleganckim garniturze, ale ten, kto potrafi wziąć odpowiedzialność za przestrzeń, w której żyje.
To zdarzyło się dokładnie 15 lat temu. To nie był misternie zaplanowany projekt biznesowy, nie była to strategia wypracowana w szklanym wieżowcu przy stole konferencyjnym. To był odruch serca i czysta, męska złość. Wybrałem się wówczas ze znajomymi na Kasprowy Wierch. Pogoda dopisywała, widoki jak zwykle zapierały dech w piersiach, ale gdy tylko spuściłem wzrok pod nogi, zobaczyłem coś, co poraziło mnie bardziej niż nagły spadek temperatury. Szlak nie był ścieżką obcowania z dziką naturą – był wysypiskiem śmieci. Puste butelki, foliowe woreczki, niedopałki papierosów, puszki wciśnięte między kosodrzewinę. Wyglądało to tak, jakbyśmy jako społeczeństwo uznali, że majestat Tatr to idealne tło dla naszych prywatnych odpadów.
Pamiętam tamto uczucie palącego wstydu. Jako człowiek od dziecka związany z Krakowem, Małopolską i Zakopanem, wychowany w szacunku do gór, poczułem, że ktoś bezczelnie dewastuje nasz dom. Tamtego dnia na Kasprowym zrozumiałem jedną rzecz: nie wystarczy utyskiwać przy kawie na brak kultury u innych. Jeżeli chcesz, żeby świat wokół ciebie był czysty, musisz po prostu jako pierwszy schylić się i sięgnąć po zmianę.
Tak narodziły się Czyste Tatry. Z prostej złości i z głębokiego przekonania, że gentleman to nie ten, który chodzi w eleganckim garniturze, ale ten, który potrafi wziąć odpowiedzialność za otaczającą go przestrzeń.
Kiedy zaczynaliśmy, wielu patrzyło na nas z pobłażliwym uśmiechem. „Sonik zebrał paru zapaleńców, posprzątają chwilę i im przejdzie” – słyszałem w kuluarach. Byli tacy, którzy uważali, że walka z zalewem plastiku w przyrodzie to porywanie się z motyką na słońce. Jednak w sporcie motorowym, podobnie jak w biznesie i życiu, nauczyłem się jednego: nie ma niemożliwych tras, jest tylko nieodpowiednie przygotowanie i brak konsekwencji.
Dziś, z perspektywy 15 lat działania Stowarzyszenia Czysta Polska, patrząc na liczby, sam czuję ogromną dumę. Nasz projekt wsparło do tej pory ponad 50 tys. wolontariuszy. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi – młodszych, starszych, całych rodzin, pasjonatów gór i sportowców – którzy założyli rękawice, wzięli do rąk worki i znieśli ze szlaków ponad 5 ton odpadów. To ogromna masa, ale jeszcze ważniejsza od ciężaru wyrzuconego plastiku jest waga mentalnej zmiany, jaka za tym poszła.
Gdy zaczynaliśmy tę drogę, miałem jedno proste, dosadne hasło, które powtarzałem w każdym wywiadzie i na każdym spotkaniu: „Śmiecenie w przyrodzie to obciach”. Wtedy brzmiało to jak mocny slogan manifestu. Dziś to absolutny standard i zasada społeczna. Uczyniliśmy z nieśmiecenia element dobrego tonu.
Wspólnie z Tatrzańskim Parkiem Narodowym, który od początku był dla nas kluczowym partnerem, pokazaliśmy, że zmiana jest możliwa. Od pierwszego dnia chodziło o przykład, o stworzenie silnej, wspólnej, zaangażowanej społeczności, która głośno powie: „To są nasze góry i nie pozwolimy ich niszczyć”. Razem z TPN pokazaliśmy, że dbanie o środowisko nie jest smutnym obowiązkiem, ale powodem do dumy, świetną zabawą i formą nowoczesnego patriotyzmu. Tatrzański Park Narodowy tę misję od lat przenosi na codzienne działania – patrole i stałą pracę wolontariuszy, edukację ekologiczną i przyrodniczą oraz nadzór nad szlakami, ich jakością i czystością. Efekt? Nasze Tatry, nasz salon, są czyste, a my możemy być wszyscy z tego dumni. Zbudowaliśmy silny kolektyw, który razem może przysłowiowe „góry przenosić”. To wszystko stało się możliwe dzięki połączonym siłom TPN, Polskich Kolei Linowych, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, miasta Zakopane i spółek komunalnych, Starosty Tatrzańskiego czy Muzeum Tatrzańskiego.
Cel nas zjednoczył.
Dziś, po 15 latach, perspektywa projektu naturalnie się poszerzyła. Z radosnego, masowego sprzątania gór przekształciliśmy się w projekt edukacji ekologicznej. Śmieci na szlakach jest wyraźnie mniej i to jest największy sukces. Znieść tonę plastiku to jedno, ale doprowadzić do sytuacji, w której człowiek dwa razy zastanowi się, zanim wyrzuci papierek po batonie, to prawdziwe zwycięstwo.
Przenieśliśmy ciężar naszej pracy z usuwania skutków na eliminowanie przyczyn. Dziś edukujemy najmłodszych, rozmawiamy z młodzieżą, budujemy świadomość ekologiczną u turystów i pokazujemy, jak codzienne, drobne wybory wpływają na stan naszej planety. Bowiem prawdziwy gentleman wie, że klasa to nie tylko stosunek do drugiego człowieka, ale również szacunek do natury, która nas żywi i daje nam oddech.
Piętnaście lat temu wyszedłem na Kasprowy Wierch jako wściekły turysta. Dziś patrzę na Tatry jako członek wspaniałej, wielotysięcznej rodziny wolontariuszy Czystej Polski. Przed nami kolejne wyzwania, ale wiem jedno: zmieniliśmy świadomość społeczną i nie zatrzymamy się, dopóki słowo „śmieć” w odniesieniu do górskich szlaków nie stanie się wyłącznie rekwizytem w podręcznikach historii.
Do zobaczenia na czystym szlaku!

