Czy dalej uważasz, że trzeba czekać na wzniosły moment, żeby się wykazać walecznością? Oby nie. Więc może zacznijmy postrzegać patriotyzm jako małe inicjatywy, jakie podejmiemy dobrowolnie jako obywatele na rzecz poprawy własnego bezpieczeństwa, ale i bezpieczeństwa naszego otoczenia.
Jako pełnomocnik Ministra Obrony Narodowej ds. Warunków Służby Wojskowej regularnie odpieram zarzuty wobec inicjatyw proponowanych społeczeństwu przez MON. Mam na myśli programy służące aktywizacji ludności cywilnej do udziału w dobrowolnych, powszechnych szkoleniach obronnych. Na przykład program wGotowości – jest to propozycja MON dla wszystkich obywateli, którzy nie mieli wcześniej kontaktu z wojskiem, ale chcieliby się dowiedzieć, jak właściwie reagować w sytuacjach kryzysowych (i to nie tylko na wypadek wojny, ale w sytuację kryzysową jak pożary, zmienne i nieprzewidywalne warunki pogodowe jak: powodzie, wichury, śnieżyce, czy cyberzagrożenia), wiedzieć, jak reagować i zwiększyć swoje poczucie bezpieczeństwa.
Te szkolenia pozwalają zdobyć praktyczne umiejętności, które przydadzą się również w codziennym życiu – od udzielania pierwszej pomocy, poprzez zasady przetrwania czy ochronę w sieci. Inicjatywa jest adresowana naprawdę do wszystkich obywateli. Wojsko przygotowało różne formy szkoleń, aby dotrzeć do indywidualnych potrzeb i żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Brzmi nieźle? No to w czym tkwi problem? I dlaczego jesteśmy ciągle krytykowani, a nie wszyscy obywatele garną się do udziału w tych szkoleniach?
Niektóre media zarzucają za niską frekwencję (na kwiecień 2026 r. w szkoleniu wzięło udział około 27 tys. osób), i to, że nie widać nas w social mediach, albo że ludzie nie wiedzą, gdzie się zapisać. Skoro tyle osób się zapisało, to chyba nie jest jednak tak trudno się zapisać? Od razu nasuwa mi się pytanie, czy w obecnych czasach trzeba mówić, jakie to ważne i zachęcać do udziału w inicjatywach promujących nasze bezpieczeństwo? Nasze, jako jednostki, ale i nasze, jako ogółu?
Często dajemy za wzór Szwajcarów i ich postawę obywatelską w kwestii obronnych – taki porządny naród, poukładany, ciągle szkolą się wojskowo i obywatele to wręcz jedno… Czemu więc MY, Polacy nie możemy być tacy zmobilizowani? Co nas w tym ogranicza? Skoro tak innych wychwalamy, to czemu MY, Polacy, nie zapisujemy się na chociażby jednodniowe, 8-godzinne szkolenie obronne? Zwłaszcza że Szwajcar w tym samym czasie jest zobowiązany do odbycia rocznie 20 dni w ramach szkoleń wojskowych? Dla niezorientowanych w temacie dodam, że szwajcarski system szkoleń wojskowych jest unikatowy: do odbycia służby wojskowej zobowiązany jest każdy mężczyzna w wieku 18-34 lata, a po jej zakończeniu ci sami mężczyźni zapisywani są do rezerwy i są zobowiązani do udziału w corocznych ćwiczeniach i szkoleniach. Trwa to do momentu przekroczenia 50 roku życia. Przypomnę, że mówimy o neutralnym kraju… Do tego dochodzi wspomniane 20 dni w ciągu roku w ramach obowiązkowych szkoleń wojskowych, a poza nimi są jeszcze szkolenia dobrowolne, które również cieszą się popularnością. Co ważne, osoby biorące udział w takich szkoleniach znacznie zyskują na statusie społecznym. Co na to powiecie? Już rozumiecie, czemu tam jest tak dobrze.
Jak wygląda polskie podwórko? Czy Ty wiesz, jak się zachować w kryzysowej sytuacji? Wiesz, dokąd się udać w czasie kryzysu? Masz przygotowany plecak ewakuacyjny z dokumentami, lekami, jakie regularnie zażywasz, gotówką, jedzeniem na kilka godzin? Zastanowiłeś/aś się, co byś zrobił/a w czasie pożaru, powodzi, ataku rakietowego? Czy wybrałeś/aś z rodziną miejsce spotkania, gdy na przykład telefony przestaną działać i nie będzie można po prostu zadzwonić? Jeśli odpowiesz: TAK, to gratuluję. Great job!
Jeśli jednak odpowiedź brzmi NIE, to przepraszam, ale muszę zadać pytanie, na co czekasz, człowieku? Aż ktoś inny zorganizuje wszystko za Ciebie? Takie rzeczy nie dzieją się nigdzie, nie ma świata idealnego. Trzeba być sprawczym i wziąć sprawy w swoje ręce, bo prawda jest taka, że w czasie dużego kryzysu służby ratunkowe dotrą do nas po kilku, kilkunastu godzinach, w których ty sam musisz się zająć sobą, rodziną… Taka jest brutalna prawda albo inaczej: taka jest rzeczywistość. Tak jest na całym świecie, więc nie próbuj obwiniać naszego krają, rządu, służb, że nie działa tak dobrze jak inne. Piszę to ze świadomością, że ktoś zarzuci mi zaraz, że się wymądrzam, bo sam jestem
w MON-ie. Otóż nie, piszę to, bo wiem, jest wokoło. Sam lata temu, idąc do boju, byłem zawsze przygotowany, każdy z nas był i wiedział, że może liczyć na kolegą z lewa i prawa, bo on też był przygotowany, że możemy na siebie liczyć i że będziemy się wpierać, a nie czekać, aż ktoś za nas coś zrobi i pomoże.
Po to wojsko wychodzi z inicjatywą szkoleń, żeby pomóc nam zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne w czasie kryzysu. Co i jak trzeba zrobić, żeby przetrwać trudne chwile i nawzajem sobie potrafić pomóc. Udział w takim szkoleniu nie ma za zadanie zrobić z Ciebie czołgisty czy innego specjalisty (nikt nie kazał się czołgać w błocie, biegać z ciężkim sprzętem i spać w lesie). Masz okazję przećwiczysz pod okiem specjalistów (i to za darmo) udzielanie pierwszej pomocy, podstawy survivalu jak np. orientowania się w terenie w oparciu o mapę i nawigacji bez GPS i aplikacji z telefonu (w czasie kryzysu sieć telefonii zostanie zakłócona jako pierwsza). Każde szkolenie jest po to, by nauczyć nas, jak zachować zimną krew w czasie realnego zagrożenia. Kto wie, może nawet przejmiesz inicjatywę w grupie, żeby pomóc słabszym. To jest właśnie patriotyzm – branie odpowiedzialności za siebie i rodaków.
Byłem na kilku takich szkoleniach i co mnie niezwykle podbudowało, to atmosfera tam panująca oraz zadowolenie i optymizm uczestników. Nomalnie jest moc! Przyszli może z ciekawości, może z chęci nauki, ale najważniejsze, że im się chciało. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać tych jeszcze niezdecydowanych do udziału w szkoleniu. Zrób to dla siebie, dla swojej rodziny, bo warto być sprawczym. Wiem, że się nie chce, bo w tym czasie można robić inne rzeczy, bo pogoda nie rozpieszcza, ale pamiętajmy, że nasi żołnierze strzegą polskich granic cały rok, nawet gdy temperatura w nocy spada do -25 stopni, czy w dzień grzeje do +30.
Taka dygresja: mnie też się często nie chce robić treningu po 8 godzinach pracy za biurkiem, ale się zmuszam. Kto by zresztą pomyślał, że ja, chłopak z GROM-u, żołnierz, będę pracował za biurkiem, czytał ustawy i walczył z systemem, żeby móc wprowadzić w życiu polskiego żołnierza zmiany małe, a tak ważne. Mój przykład pokazuje, że nie wiesz, co Cię w życiu spotka, dlatego warto być otwartym na naukę i podejmować wyzwania, które nas rozwijają. Kto wie, jakie umiejętności okażą się dla Ciebie najważniejsze.
Ostatnia prośba: jeśli nie pójdziesz, to chociaż nie krytykuj, nie podcinaj już na starcie skrzydeł innym. Wiem, że dzisiaj łatwo pisze się komentarze w sieci, zwłaszcza te negatywne, one mają lepszy odbiór, ale czy to rzeczywiście o to chodzi? Może jednak warto zacząć zmieniać świat od siebie?
To jak to jest z naszym patriotyzmem? Czy dalej uważasz, że trzeba czekać na wzniosły moment, żeby się wykazać walecznością? Oby nie. Więc może zacznijmy postrzegać patriotyzm jako małe inicjatywy, jakie podejmiemy dobrowolnie jako obywatele na rzecz poprawy własnego bezpieczeństwa, ale i bezpieczeństwa naszego otoczenia.
Dla tych, którzy chcieliby się zapisać na szkolenie:
Szkolenie przeznaczone jest dla wszystkich polskich obywateli, którzy ukończyli 13 lat. Są to zarówno zajęcia praktyczne, jak i teoretyczne z zakresu bezpieczeństwo (w tym cyberbezpieczeństwo, pierwsza pomoc, przetrwanie).
Zapisy:
indywidualne – za pośrednictwem aplikacjach moblinych: #wGotowości
grupowe – poprzez formularz zgłoszeniowy na stronie https://www.wojsko-polskie.pl/wgotowosci/
To co, do boju, Polsko!

