WywiadyCo naprawdę dzieje się pod maską firmy, gdy zapalają się wszystkie kontrolki

Co naprawdę dzieje się pod maską firmy, gdy zapalają się wszystkie kontrolki

Ma 31 lat i pracuje z przedsiębiorcami, którzy swoje firmy budują od dwóch, trzech, a czasem czterech dekad. Wchodzi do organizacji w momentach, w których kończy się komfort, a zaczynają decyzje mające realny wpływ na ludzi, pieniądze i przyszłość całego biznesu.

Jakub Malinowski specjalizuje się w zarządzaniu i porządkowaniu firmowych finansów oraz wyprowadzaniu przedsiębiorstw z kryzysów. Jest wspólnikiem i partnerem zarządzającym Confiance – jednej z najbardziej cenionych i wielokrotnie wyróżnianych firm, działających w obszarze restrukturyzacji i finansów przedsiębiorstw.

Wspólnie z Kubą zajrzymy pod maskę polskiego biznesu i sprawdzimy, co naprawdę dzieje się z firmą, gdy zapalają się wszystkie kontrolki.

Zacznijmy od motoryzacji, bo wiem, że to jedna z Twoich pasji. Gdyby firma była samochodem, po czym poznałbyś, że coś zaczyna działać nie tak?

Najczęściej widać to dużo wcześniej, niż zapali się pierwsza czerwona kontrolka. Dobry kierowca czuje, że samochód inaczej reaguje, coś zaczyna wibrować, zmienia się dźwięk silnika. W firmie jest podobnie. Zaczyna brakować gotówki mimo dobrej sprzedaży, marża powoli się kurczy, zobowiązania rosną szybciej niż biznes, finansowanie bieżącej działalności staje się coraz droższe. Każdy z tych sygnałów osobno można wytłumaczyć. Problem zaczyna się wtedy, kiedy właściciel przyzwyczaja się do nich i przestaje traktować je jak ostrzeżenie.

Czyli kiedy zapalają się wszystkie kontrolki, kryzys zwykle trwa już od jakiegoś czasu?

Zdecydowanie. Brak pieniędzy na rachunku jest najczęściej skutkiem, a nie początkiem problemu. Kryzys finansowy potrafi rozwijać się miesiącami, czasem latami. Co ciekawe, firma może w tym czasie rosnąć, zdobywać klientów i zwiększać przychody. Z zewnątrz wszystko wygląda świetnie. Pod maską może jednak narastać problem z rentownością, kapitałem obrotowym czy strukturą finansowania. Dlatego bardzo często nie zaczynamy od pytania, ile firma ma długu, tylko dlaczego ten dług w ogóle powstał.

Dlaczego przedsiębiorcy tak często przegapiają kluczowy moment, w którym w firmie coś zaczyna się psuć?

Ponieważ dzisiaj ten moment jest znacznie trudniejszy do uchwycenia niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Rynek zmienia się niezwykle szybko. Inaczej kupujemy, inaczej wybieramy dostawców i partnerów biznesowych, inaczej zdobywamy informacje i porównujemy oferty. Model, który przez dwadzieścia lat zapewniał firmie stabilność, może zacząć tracić skuteczność, mimo że wewnątrz organizacji pozornie wszystko nadal działa tak jak wcześniej. Właśnie to jest niebezpieczne. Firma może mieć świetny produkt, doświadczony zespół, doskonale poukładane procesy i imponujące portfolio, a mimo to zacząć przegrywać z dużo młodszym konkurentem. Nie dlatego, że nagle stała się gorsza w tym, co robi, ale dlatego, że rynek zaczął premiować również zupełnie inne kompetencje: szybkość adaptacji, technologię, sposób komunikacji, dostępność informacji czy umiejętność dotarcia do nowego klienta. Problem polega na tym, że przedsiębiorca patrzący na firmę od środka nadal może widzieć sprawnie działającą maszynę. Tymczasem zmieniła się droga, po której ta maszyna jedzie.

Masz 31 lat, a zdarza Ci się doradzać właścicielom firm, którzy prowadzą je dłużej, niż Ty jesteś aktywny zawodowo. Co możesz zobaczyć w takim biznesie, czego nie widzi jego właściciel?

Nie chodzi o to, że młodszy doradca wie więcej o branży niż przedsiębiorca, który spędził w niej trzydzieści lat. Najczęściej jest dokładnie odwrotnie. Natomiast młodsze pokolenie naturalnie funkcjonuje już w nieco innym świecie. Dzisiaj przed zakupem potrafimy bardzo dokładnie sprawdzić firmę, porównać jej ofertę, przeczytać opinie, zobaczyć ludzi, którzy za nią stoją, przeanalizować konkurencję. Wiele dojrzałych firm perfekcyjnie opanowało produkcję, logistykę i procesy operacyjne, ale przez lata nie musiało równie mocno inwestować w marketing, komunikację i obecność cyfrową, a to kluczowe w dzisiejszych czasach.

Czy doświadczenie może przeszkadzać?

Nie samo doświadczenie, ale przywiązanie do wniosków, które kiedyś z niego wyciągnęliśmy. Motoryzacja jest tu świetnym przykładem. Przez dekady hierarchia producentów wydawała się nienaruszalna. Tymczasem chińskie marki w bardzo krótkim czasie zakwestionowały status quo. Dla firm z ogromnym doświadczeniem to ważna lekcja: przewaga zbudowana przez ostatnie trzydzieści lat nie daje automatycznej gwarancji przewagi przez kolejnych dziesięć.

Świeże spojrzenie z zewnątrz potrafi być niezwykle wartościowe. Nie po to, żeby przekreślić doświadczenie przedsiębiorcy, ale żeby połączyć to, co jego firma robi znakomicie, z rzeczywistością rynku, który w międzyczasie zdążył się zmienić.

materiał we współpracy z Confiance