Wydawać być się mogło, że świat kręci się już dziś tylko wokół aut elektrycznych. Na szczęście są wciąż też takie samochody, jak Audi A6 Avant – czyli kombi wyższej klasy z trzylitrowym turbodieslem V6.
Po nie jest oczywiściej jedyny wariant napędowy tego modelu, ale kto chce w A6 diesla, ten mocniejszego nie znajdzie. Po raz pierwszy trzylitrowa „V6” o mocy 299 KM ma też do pomocy niewielką jednostkę elektryczną (do 24 KM), która ma neutralizować ewentualną opieszałość turbosprężarki i zapewniać dodatkowy „boost” podczas przyspieszania. A przede wszystkim zmniejszać zużycie paliwa, bo przy stałej prędkości silnik elektryczny potrafi sam napędzić ważące 2,2 tony kombi. Wreszcie, upłynnia on także działanie systemu start/stop.
Teraz długa lista zalet. Po pierwsze, zużycie paliwa. A6 Avant TDI nawet podczas pogoni po niemieckiej autostradzie nie zużyje więcej niż 10-12 l/100 km. Przy bardziej zrelaksowanym tempie na zwykłych drogach rezultat Audi to 7 l/100 km. W pierwszym scenariuszu oznacza to zasięg 600 km, w drugim – nawet 850. Dla elektryków to wyniki z serii niemożliwych, a w najlepszym razie mało prawdopodobnych.
Po drugie, Audi zapewnia kierowcy, że podróż będzie z gatunku tych, które mijają jakby od niechcenia. Do kabiny nie przedostają się prawie żadne dźwięki, pneumatyczne zawieszenie gładko neutralizuje nierówności, skrzynia płynnie zmienia biegi. Tu uwaga – naszym zdaniem sztuczne podbijanie melodii silnika jest niepotrzebne (da się wyłączyć). Wrażenia zza kierownicy są pierwsza klasa, także dzięki układowi tylnych skrętnych kół. W mieście poprawia on zwrotność, poza nim zwinność.


Audi A6 Avant TDI
Po trzecie, siła napędowa turbodiesla oznacza, że kierowca dysponuje potężnym zapasem osiągów. Do setki auto przyspiesza w 5,3 s, w dodatku napęd quattro zapewnia mnóstwo trakcji i potrafi żonglować momentem obrotowym, na przykład przesyłając go więcej na koła tylnej osi. Efekt jest taki, że A6 w tym wydaniu prowadzi się pewnie i stabilnie, nie mylić, ze „sportowo”. Lepsze określenie to „efektywnie”.
Po czwarte, sama kabina A6 Avant może być relaksująca, bo fotele mają funkcję masażu czy wentylacji, system audio jest świetny, multimedia responsywne i rozbudowane (trzeci ekran przed pasażerem z przodu), a przestrzeń dla czwórki pasażerów obfita.
Wady? Jest ich kilka, na czele z kontrastowym sposobem wykończenia. Materiały wyglądające świetnie (eleganckie szwy i przeszycia, alcantara, skórzana tapicerka) muszą dzielić miejsce z plastikiem typu piano black, który brudzi się i rysuje od samego patrzenia. W dodatku miejscami jakość wykończenia okazuje się tylko dobra, a Audi przyzwyczaiło nas do tego, że stanowiło wyznacznik. Mało rozbudowane są też możliwości personalizowania wyglądu cyfrowego zestawu zegarów.
Cenie należy się osobny akapit. W egzemplarzu widocznym na zdjęciach koszt dodatków niemal ją podwoił – opcje wywindowały rachunek z 355 900 do 631 030 zł! Co nie zmienia faktu, że w ginącym świecie modeli klasy biznes z turbodieslem A6 Avant to zawodnik
pierwsza klasa.

