WywiadyJadę na igrzyska walczyć o medale
Paweł Kuwik
Paweł Kuwik
producent i dziennikarz Eurosportu

Jadę na igrzyska walczyć o medale

Paweł Kuwik rozmawia z Michałem Niewińskim, polskim łyżwiarzem szybkim, specjalizującym się w short tracku, olimpijczykiem z Pekinu 2022, mistrzem świata juniorów, medalistą mistrzostw świata i Europy.

Fotografie: Bartosz Maciejewski, Stylizacje: Ireneusz Korzeniewski @styleman, Berg official, Klasyczne buty

fot.: Bartosz Maciejewski

Wiecznie uśmiechnięty, radosny, niezwykle sympatyczny – chyba niespecjalnie pomyliłem się opisując Twój charakter? Skąd u Ciebie taki wieczny życiowy optymizm?

Sam w sumie nie wiem, jest to na tyle naturalne, że ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Myślę, że główną rolę odgrywa tutaj moja rodzina, mam wrażenie, że u nas nigdy nie było i nie jest smutno, a do tego wiele rzeczy obracamy w żart. Wychodzę też z założenia, że po co chodzić z kamienną twarzą, trochę uśmiechu napewno nikomu nie zaszkodzi, a może nawet kogoś nim zarażę.

Jesteś sportowcem z rocznika 2003. Czym dziś dla Was, dla młodych ludzi, jest możliwość uprawiania sportu na najwyższym poziomie?

To jest całe moje życie. Odkąd trenuję, rodzice powtarzali: „Trenujesz, żeby pojechać na igrzyska i zdobyć tam medal”, ale nie było to w tonie, że muszę to zrobić. Oni po prostu we mnie wierzyli, przez to cel był jasny, tylko najpierw nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe. Dla mnie wszyscy wielcy sportowcy jak Adam Małysz czy Usain Bolt byli jakby z innej planety, nieosiągalni. Obserwowałen ich sukcesy przez szkło telewizora… ale było to czymś nieosiągalnym dla mnie jako dziecka. Teraz, gdy sam startuję i zdobywam medale najważniejszych imprez sportowych, odczuwam wielką dumę i satysfakcję z drogi, którą przechodzę. Wiem, że ten dzieciak, który podziwiał Adama Małysza, patrzyłby teraz na to, co osiągam, z ogromnym podziwem.

Czy od zawsze czułeś, że będziesz zawodowym sportowcem?

Przez podejście mojej rodziny poniekąd tak, plan był daleko za horyzontem, ale całe życie dążyłem do tego, a cele były jasno określone. Po drodze musiałem zrozumieć jednak, że droga na szczyt to schody i trzeba pokonywać kolejne stopnie, nie da się przeskoczyć kilku na raz. Żeby wchodzić coraz wyżej, musiałem coraz więcej poświęcać. Dzięku temu, że miałem świadomość, gdzie idę, a przede wszystkim, że kocham to, co robię, muszę przyznać, że przychodziło mi to z łatwością.

Jako 18-latek debiutowałeś na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Czym było dla Ciebie tamto doświadczenie?

Igrzyska olimpijskie zawsze były dla mnie czymś wielkim, nawet jako dla kibica. W sumie po Igrzyskach w Pekinie pomyślałem przez chwilę, że połowa misji wykonana. Do igrzysk podchodzę z mocnym skupieniem na wyniki, nie zaprzątam sobie głowy całą otoczką, ale muszę przyznać, że jestem ciekaw, jak wyglądają takie prawdziwe igrzyska. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale w Pekinie przez pandemię igrzyska były – nazwijmy to – „okrojone” i specyficzne. Tak mówili nam starsi koledzy i koleżanki. Sam Pekin zobaczyłem dopiero na pucharze świata dwa lata później. Podczas igrzysk byliśmy zamknięci na powierzchni podobnej do dużego centrum handlowego z codziennymi testami covidowymi. Tę część staram się trochę wymazać i pamiętać o tym, że stojąc na starcie i widząc wszędzie kółka olimpijskie, dałem radę psychicznie i nie wywołało to u mnie nadmiernego stresu i presji z tym związanej. To będzie też kluczowe w Mediolanie.

Dziś o 4 lata starszy, przygotowujesz się do startu na igrzyskach w Mediolanie. Bardzo dojrzałeś przez ten czas?

Zależy, jak na to spojrzymy. Przyznaję się bez bicia, że dalej jestem chłopakiem, który ma problem z organizacją, mama robi mi pranie i mam bałagan w pokoju, ale z drugiej strony nie jestem już chłopakiem, który coś tam trenuje. Jestem w pełni profesjonalnym sportowcem, który dopina wszystko i poświęca prawie każdą godzinę z doby, żeby być lepszą wersją siebie każdego kolejnego dnia. Coś, co też bardzo się zmieniło, to moje podejście. Medale to już nie marzenia, tylko cele, do których dążę i wiem, że są w moim zasięgu.

fot.: Bartosz Maciejewski

Mimo młodego wieku masz już całkiem sporo sukcesów na koncie – medale mistrzostw świata, Pucharu Świata czy World Touru, a także złoto mistrzostw świata juniorów. Czy te sukcesy dodają pewności siebie przed najważniejszą imprezą dla sportowca?

Kiedy stoję na starcie, nie zastanawiam się, kto stoi obok mnie, z kim zaraz będę się ścigał, i zawodnicy obok mają podobnie, na lodzie najważniejsze jest tu i teraz. Natomiast przez wymienione przez Pana sukcesy, a przede wszystkim złoty medal mistrzostw świata juniorów, zrozumiałem, że jest to możliwe, że ja, Michał, mogę stać na najwyższym stopniu podium i słuchać Mazurka Dąbrowskiego. Wtedy zmieniło się wszystko, bo od tego momentu nie myślałem przed zawodami, że jakoś to będzie… Nie, jadę na zawody walczyć o medale. Mogę to zrobić i to nawet nie chodzi o pewność siebie, tylko o świadomość, bo zanim przyszedłem do kadry, nie było żadnych męskich medali. Nawet nie wiedzieliśmy, czy jest to możliwe, żeby Polak zdobył medal na wielkiej imprezie w short tracku, a teraz ta wiedza i świadomość bardzo pomaga w procesie treningowym.

Jesteście w ciągłych rozjazdach. Jak lubisz spędzać czas, kiedy masz go trochę dla siebie?

W tym roku wyjątkowo go mało, ale to przez igrzyska. Kiedy jestem w domu, dużo czasu spędzam ze swoją dziewczyną, chodzę też na łyżwy pojeździć z juniorami lub najzwyczajniej na jazdę publiczną, bo ja po prostu uwielbiam jeździć na łyżwach. Przez to, że rzadko jestem w domu, często trzeba nadrabiać jakieś zaległe sprawy i szykować się do kolejnego wyjazdu, przez co ten czas wolny trochę wygląda w taki sposób, że jeździ się z punktu A do punktu B. Przede wszystkim w domu cenię momenty, kiedy mogę zwolnić, całe szczęście, że Białystok to spokojne miasto i mam swoje miejsca, gdzie mogę zredukować 6 bieg, na którym jadę cały czas i faktycznie odpocząć.

Myślałeś kiedyś o tym, co byś robił, gdybyś nie był sportowcem?

Tak jak rodzina wierzyła w to, co robię, mama też zadbała o mnie w tym aspekcie. Całe życie mi mówiła, żebym się uczył, że edukacja jest bardzo ważna i po karierze sportowej będę mógł robić coś zupełnie innego. Jak nie chciałem się uczyć, mama zawsze się pocieszała: „dobra, najwyżej będziesz pracować z tatą i zostaniesz stolarzem”. W zasadzie nawet teraz czasem pomagam tacie, więc ten „plan b” gdzieś zawsze był i będąc dorosłym, dochodzę do wniosku, że był całkiem niezły. Mam też świadomość, że jeśli przełożyłbym to zaangażowanie i wytrwałe dążenie do celu ze sportu na jakąś inną branżę, to jest to murowany sukces. To sprawia, że nie boję się tego, co będzie po sporcie. Będę upatrywać nowych celów i po prostu działać, żeby je osiągnąć, a nie rozkładać ręce i martwić się, co teraz.

Czy masz sportowego idola? Wzór, do którego dążysz?

Sportowych idoli miałem wielu, bo w domu często oglądaliśmy sport, a szczególnie zmagania Polaków. Pierwsze osoby, które przychodzą mi do głowy, to Adam Małysz, Karol Bielecki i Tomasz Majewski. Pamiętam, jak siedziałem przed telewizorem i budzili moją ogromną sympatię oraz podziw. Jeśli chodzi o wzór, to nie chciałbym być drugim Michaelem Phelpsem czy Michaelem Jordanem, bo chcę być pierwszym Michałem Niewińskim. Myślę, że można pojedyncze rzeczy podebrać od wielkich sportowców, ale też mam świadomość, że to, co działa u innych, nie musi działać u mnie i vice versa.

fot.: Bartosz Maciejewski

Każdy młody sportowiec ma wsparcie kogoś bliskiego. Dzięki komu jesteś tu, gdzie jesteś?

Po tym, co już powiedziałem, łatwo wywnioskować, że rodzina, a w szczególności rodzice, od samego początku wierzyli we mnie i byli gotowi do poświęceń. Na samym początku to mama codziennie po pracy odbierała mnie i jechaliśmy autobusem na treningi. Jak się okazało, że będę trenować, to mama w wieku 40 lat zrobiła dla mnie prawo jazdy, pomimo że bardzo się tego bała i kosztowało ją to dużo stresu. Myślę, że moja historia to piękne świadectwo tego, jak ważne jest wsparcie dziecka przez rodziców. Najpierw rodzice pokazali mi łyżwy, które pokochałem, a potem dbali o to, żebym bez problemu mógł się w tym rozwijać. Mam świadomość, że gdyby nie oni, to by mnie po prostu nie było w tym miejscu.

Podobno Twoi rodzice jeżdżą w tej samej dyscyplinie w kategorii masters? Jak do tego doszło?

Kilka lat temu w Białymstoku rozpoczęła się organizacja MP Masters, wtedy też moja mama sprobowała wejść na łyżwy takie jak moje. Że się nie udało, to mało powiedziane. Moja mama, która z tatą regularnie jeździ na łyżwach hokejowych, nie potrafiła nawet stanąć na tzw. długich łyżwach. Możliwe, że była to kwestia sprzętu, po prostu wzięła jakieś losowe łyżwy i spróbowała. Po roku mojego namawiania zaczęli chodzić na treningi Mastersów, dałem im moje stare łyżwy i poszło o wiele lepiej. Powiem więcej, w marcu 2026 r. prawdopodobnie zaliczą debiut w Mistrzostwach Świata Mastersów. Lubię przychodzić na ich treningi, bo widzę, jak się rozwijają i jak dużo przyjemności z tego czerpią.

Sport to zwycięstwa, ale też i porażki. Jak sobie z nimi radzisz?


Najlepszym przykładem będzie, jak przetoczę sytuację z ostatnich mistrzostw Europy. 500 m od samego początku szło idealnie, ćwierćfinał z dużym zapasem, półfinał najszybszy czas, czyli finał z 1 pozycji, co stawia mnie w roli faworyta, prowadzę cały bieg i na ostatnim kółku popełniam błąd podczas blokowania, upadam i jeszcze jakby mi było mało, dostaję dyskwalifikację. Jednak po tej sytuacji nie czułem złości ani smutku, skupiłem się na docenieniu tego, co było dobre i zrozumieniu tego, gdzie jestem. Wtedy pomyślałem sobie, że jestem dokładnie tam, gdzie całe życie chciałem być, czyli walczyć z najlepszymi jak równy z równym.

Dużo mówi się dziś o sferze mentalnej sportowców. Czy korzystasz z takiego wsparcia?

Przez to, że jestem młody i moja droga była całkiem gładka, to nie było wiele ciężkich momentów, z którymi musiałem się uporać, bo to jednak działa tak, że jak jest dobrze, to wszystko gra i człowiek niczym się nie martwi i nie potrzebuje żadnej pomocy, a wtedy, kiedy jest źle, to raptem najmniejsze rzeczy są wielkimi problemami i człowiek próbuje łapać się wszystkiego. Wtedy też następuje taka – nazwijmy to – weryfikacja, która polega na sprawdzeniu tego, jak jesteśmy wytrwali i potrafimy pozostać w dążeniu do celu. W takich momentach warto pójść do psychologa, któremu będziemy mogli zaufać i powiedzieć, co nam na serduszku leży. Nie brzmi to zbyt męsko i trochę zajęło mi zrozumienie tego, ale to naprawdę potrafi pomóc.

Twój cel na igrzyska?

Połowa planu została wykonana, więc teraz czas go dopełnić. Jadę walczyć o medal i wiem, że będę gotowy, ale nie nakładam na siebie wielkiej presji, bo w Mediolanie nie będą ważyć się losy całego świata, to tylko i aż igrzyska. Oczywiście, że medal igrzysk to cel każdego sportowca, ale trzeba pamiętać, że na igrzyskach jest tak samo jak na każdych innych zawodach: ci sami zawodnicy, te same zasady i taka sama wielkość toru, więc muszę po prostu dobrze wykonać swoją robotę. Może za bardzo to upraszczam, ale taka jest prawda. Jeśli podejdę, że od tego zależy całe moje życie, to nałożę na siebie niepotrzebny ciężar, który będę musiał dźwigać.