niedziela, 17 stycznia 2021
Wywiady Nieznane twarze „Pana Lotto”

Nieznane twarze „Pana Lotto”

Ryszarda Rembiszewskiego znają wszyscy Polacy. Przez wiele lat był słynnym Panem Lotto. Katarzynie Paskudzie opowiada o swoich innych pasjach, którym teraz poświęca czas. Okazuje się, że potrafi znakomicie grać, tańczyć, jest fantastycznym prezenterem, ale – jak ze smutkiem wyznaje – na pewno nie będzie śpiewał. Ale mniejsza o to, bo przecież zaprasza nas wszystkich do teatru, mimo że nigdy nie trafił szóstki w totka.

- reklama -

Przez prawie ćwierć wieku byłeś związany z Totalizatorem Sportowym. Czy kiedykolwiek byłeś w tym czasie wiernym graczem?
Wiernym to raczej nie, ale grałem wtedy, kiedy były duże kumulacje i tak od czasu do czasu. Wchodząc do kolektur, chciałem po prostu zobaczyć, jak ludzie reagują, jakie to są emocje. To było bardzo przydatne w pracy, w momencie, kiedy się ogłaszało te sześć szczęśliwych liczb. To już było, minęło, jednak dla wielu do tej pory jeszcze trwa, bo dla większości Polaków przez cały czas, chociaż robię już i robiłem różne rzeczy, „Pan Lotto” żyje nadal.

Dlaczego nie wygrałeś szóstki ?
Przynosiłem szczęście innym. Ja zawsze tak charytatywnie działam. Najpierw dla innych, a ja na końcu. Ale myślę, że i do mnie w końcu uśmiechnie się szczęśliwy los.

Aktor, prezenter radiowy, telewizyjny, konferansjer, lektor… Co jest Ci najbliższe?
To jest trudne pytanie. To zależy, w którym momencie życia, ale uważam, że kontakt z żywą publicznością to jest to, co chyba najbardziej lubię. Nawet występując w telewizji po drugiej stronie widzę operatorów, ludzi stojących na planie. Kontakt z widzem to dla mnie zawsze jest coś cudownego.

Czy jest jakaś stacja radiowa, z którą nie miałeś nic wspólnego?
Oj, jest kilka takich stacji. Na początku mojej pracy było Polskie Radio, potem współpracowałem z Radiem Zet Gold, Radiem Pogoda. Muszę powiedzieć, że oprócz żywego kontaktu z publicznością bardzo lubię osobisty kontakt z mikrofonem. W momencie, kiedy jest cicho w studiu, jestem tylko ja i mikrofon… Musimy pamiętać, że głos to jest nasz instrument. Tak jak muzyk gra na jakimś instrumencie, tak my przed mikrofonem gramy głosem, przekazując wszystkie emocje.

Chyba jesteś bardzo romantyczny?
Romantyczny? Chyba tak, chociaż są momenty, kiedy stoję twardo na ziemi, bo jednak być romantycznym przez całe życie jest bardzo trudno. Życie nieraz jest ciężkie i trzeba mocno stąpać po ziemi.

Jesteś świeżo upieczonym mężem. Jak się czujesz w nowej roli?
W takiej roli już występowałem i nie jest to dla mnie coś nowego, ale przyznam, że czuję się trochę jak przed premierą. Myślę i wierzę w to głęboko, że jest dobrze, bo jestem szczęśliwy i to jest chyba najlepsza odpowiedź. W momencie, kiedy człowiek ma pewien bagaż doświadczeń, to trochę inaczej patrzy na świat i zdaje sobie sprawę z tego, że nie trzeba przywiązywać wielkiej wagi do błahostek, szczegółów, chociaż one też rzutują na nasze życie, ale trzeba patrzeć bardziej ogólnie na świat i na nas, i wyciągnąć wnioski z tego, co się przeżyło … i można żyć spokojnie, szczęśliwie, i być zadowolonym z tego, co się ma.

Przeczytałam takie ładne zdanie w sieci, że nastąpiło zwolnienie blokady, a losowanie okazało się szczęśliwe i Ryszard Rembiszewski wygrał miłość.
Znowu wracamy do tego „Pana Lotto”. Jeśli umiejętnie się otworzy blokadę, a kulki spadną i odpowiednio wirują, to wtedy jest szczęście, sześć szczęśliwych numerków.

Ponieważ ciągle wracamy do „Pana Lotto”: nie miałeś takiego momentu w życiu, że trochę Ci to doskwierało, że nie chciałeś już być utożsamiany z tą rolą?
Uważam, że w życiu zawsze jest coś za coś. Na pewno z „Panem Lotto” wiąże się duża popularność, ale z drugiej strony z wielu rzeczy musiałem zrezygnować, na przykład ze spikerowania w telewizji i często potem, jak już odszedłem od losowań, każdy mówił: „No tak, Panie Ryszardzie, ale Pan się jednak za bardzo kojarzy”. Myślę, że parę ładnych lat minęło i jednak robię już wiele innych rzeczy. Bardzo się cieszę ze współpracy z Mazowieckim Teatrem Muzycznym im. Jana Kiepury w Warszawie, gdzie prowadzę wiele koncertów z okazji Dnia Kobiet czy Koncert Noworoczny w Filharmonii Narodowej. Występuję na estradzie, gram w teatrze, filmie.

Obecnie grasz w filmie?
Ostatnio zagrałem w serialu „Gabinet nr 5”. Teraz miał być nowy serial, ale niestety nie będzie realizowany. To jest taki zawód, że ciągle czekasz na telefon i nigdy nie wiesz, co będzie jutro. Trzeba mieć sporo szczęścia. Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy. W październiku ma się odbyć premiera w teatrze i z tego się najbardziej cieszę. Mam telewizję, występuję, więc jakoś to się kręci – tak jak w programie „Świat się kręci”, gdzie prowadziłem „Pogodną prognozę kultury”.

Jesteś też dosyć mocno zaangażowany w różne wydarzenia charytatywne.
Od szkoły podstawowej zawsze działałem społecznie. Wtedy były prace społeczne, teraz nazywamy to działalnością charytatywną. Tak byłem nauczony i przez całe życie staram się pomagać tam, gdzie jestem potrzebny i mogę pomóc. Oczywiście działam w kilku fundacjach m.in. w Fundacji „Ika” im. Iki Szpakowskiej, a także jestem prezesem Fundacji Artystów Weteranów Scen Polskich, która zajmuje się artystami, a szczególnie Domem Artystów Weteranów w Skolimowie.

Ostatnio angażowaliście się w leczenie aktora, prawda?
Tak, Andrzeja Strzeleckiego. Jako fundacja przekazaliśmy pewną kwotę finansową na jego leczenie. Trzeba pomagać przez cały czas. I dlatego mówię o Fundacji Artystów Weteranów Scen Polskich. Tam w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie mamy aktorów, śpiewaków, tancerzy, reżyserów… Są to ludzie, którzy byli na scenie, przez cały czas byli podziwiani, ale tak bywa często w życiu, że potem ze sceny się schodzi, nieraz nie ma rodziny, bo się jej nie zakładało, człowiek jest samotny. Wtedy właśnie nasza Fundacja pomaga. Pomagamy tym ludziom żyć godnie, tam swoje ostatnie dni spędzili m.in. Irena Kwiatkowska, Danuta Rinn, Lidia Korsakówna, Tadeusz Pluciński… Zawsze organizujemy koncerty, jajeczko czy też opłatek, przychodzą młodsi koledzy i to jest takie bardzo…

Głębokie?
Tak, tak. Myślę, że tak powinno być.

fot.: Katarzyna Paskuda

Jesteś też członkiem Związku Artystów Scen Polskich, wiceprzewodniczącym sekcji estrady.
Po ostatnich zmianach przed zjazdem już jestem członkiem Zarządu Głównego. W obliczu pandemii została podjęta decyzja o stworzeniu Komisji Pomocowej dla członków ZASP, a Fundacja Artystów Weteranów Scen Polskich przekazała 500 tysięcy złotych ze swojego konta na tę pomoc. Już ponad 130 osób znajdujących się obecnie w trudnej sytuacji życiowej otrzymało taką pomoc.

Pandemia trochę pokrzyżowała Ci plany?
Bardzo. Wiele koncertów i imprez zostało odwołanych, zdjęcia zostały przerwane w telewizji i filmie. Mam nadzieję, że powoli wszystko wróci do normy. Już zaczynam nagrania w telewizji, w programie, w którym występuję.

Taka znana postać jak Ty często jest ambasadorem różnych marek, firm. Czy będąc utożsamianym z Lotto łatwo Ci jest być ambasadorem jakiejś konkretnej firmy? Jesteś aktualnie związany z jakąś marką? Kto Cię prosi o współpracę?
Byłem twarzą gier liczbowych przez długi czas. Ja reprezentuję określony typ człowieka – dojrzałego, wiarygodnego. Byłem na samym początku związany z towarzystwem ubezpieczeniowym dla starszych osób, obecnie jestem związany z Centrum Językowym Konik, firmą świadczącą usługi opiekuńcze i pielęgniarskie na rzecz klientów indywidualnych na terenie Niemiec, Luksemburga oraz Francji. Oprócz tego również jestem twarzą, czyli osobą, która reklamuje pewne wydarzenia. Jeśli otrzymuję propozycję zareklamowania jakiejś imprezy czy bardzo dobrego przedsięwzięcia związanego z życiem danej społeczności albo konkretnych osób, coś, co może poprawić ich życie, to oczywiście się na to zgadzam. Tylko to musi być dobra inicjatywa, bo biorę odpowiedzialność za to, co reklamuję. Nie przyjmę każdej propozycji, tylko te, które są rzeczywiście dobre. Obecnie trwają rozmowy i być może zostanę ambasadorem pewnej marki aut.

W sieci wyczytałam, że planowałeś podróż poślubną. Czy w końcu się odbyła?
W podróży i przedślubnej, i poślubnej jesteśmy cały czas, bo ze względu na zajęcia często jeździmy po Polsce i za granicę. Tym bardziej, że jesteśmy związani z piękną Hiszpanią, a ja lubię ciepło. Jesteśmy szczęśliwi, więc jest nam dobrze przez cały czas. W podróży i bez podróży.

Czy Polska powinna się bać, że Twoja menadżerka i małżonka może Cię wywieźć do Hiszpanii?
Nie. Przecież są samoloty i jak będzie ciekawa propozycja, to zawsze mogę wrócić, wszystko można połączyć. Ela jest bardzo dobrą organizatorką, więc na pewno wszystko będzie działało jak w zegarku.

Jesteś już dojrzałym mężczyzną z bardzo długą drogą artystyczną, czy masz jeszcze marzenie, które bardzo byś chciał spełnić?
Jest takie marzenie, ale tego marzenia już nigdy nie spełnię, jako że niestety nie śpiewam, a zawsze chciałem. Podobno dobrze się ruszam, jestem rytmiczny, mam dobry głos, ale po prostu fałszuję. Kiedyś Jerzy Stuhr śpiewał, że każdy śpiewać może, jeden lepiej, drugi gorzej, ale ja raczej należę do tej grupy, która nie powinna śpiewać.

Już to sprawdziłeś?
Sprawdzam to przez cały czas i wiem, że musiałbym na to poświęcić bardzo dużo czasu, więc po prostu jest już za późno. Podobno dobrze tańczę, to może jeszcze w „Tańcu z gwiazdami” bym zatańczył, ale wtedy trzeba byłoby stworzyć kategorię – Najstarsi Tancerze.

Teatr jest dla Ciebie bardzo ważny. Gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli Cię zobaczyć?
Rozpoczęły się już nagrania w telewizji, ale oprócz tego w październiku – co jest dla mnie szalenie ważne – odbędzie się premiera w Teatrze Kamienica w Warszawie, gdzie gram w doborowym towarzystwie. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo zbiega się z moim jubileuszem 50-lecia pracy artystycznej.

Zdradzisz coś więcej?
Sztuka reżyserowana przez Emiliana Kamińskiego nosi tytuł „Metoda na wnuczka”. Moim zdaniem fantastyczna, bo sami świetnie się bawimy na próbach, ale mam nadzieję, że tak samo dobrze będzie się bawiła publiczność. Grają Joasia Żółkowska, Agnieszka Wielgosz, Marysia Winiarska, Robert Rozmus, no i ja. Jest to bardzo zabawna komedia, nawiązująca do sytuacji, z którymi spotykamy się w życiu na co dzień. Bardzo się cieszę, że otrzymałem taką propozycję od dyrektora Emiliana Kamińskiego i mogę wziąć udział w tym przedstawieniu.

Kogo grasz w tej sztuce?
Gram starszego pana, który kochał się w pewnej pani, ale nie chcę zdradzać szczegółów, bo to bardzo skomplikowana, zawiła intryga. Bardzo serdecznie zapraszam do Teatru Kamienica Ciebie i czytelników wspaniałego czasopisma „Gentleman”.

fot.: Katarzyna Paskuda