Sonbird: Na swojej ścieżce

Z Dawidem Mędrzakiem, Kamilem Workiem, Tomaszem Kurowskim, Maciejem Hubczakiem z zespołu Sonbird rozmawiała Katarzyna Mazur.

Od pierwszej płyty Sonbird minął rok. Macie jeszcze zapewne w pamięci żywe wspomnienia emocji, które towarzyszyły jej debiutowi.

Kamil: Wydanie płyty było spełnieniem naszych marzeń. Dla mnie wszystko co temu towarzyszyło, było z jednej strony przepiękne, z drugiej dziwne. Trochę się tego nie spodziewałem, a trochę wyobrażałem sobie wcześniej, jak to może być, kiedy ludzie słuchają tego, co stworzyłeś. Dziś mogę jedynie powiedzieć, że wszystkim życzę takich debiutów i wiary w swoje marzenia. Róbcie wszystko tak jak chcecie, a na pewno uda wam się zrealizować marzenia.

Dawid: Mimo młodego wieku przeszliśmy długą drogę, zanim mogliśmy zadebiutować i nagrać płytę. W nocy z 21 na 22 lutego 2019 roku na Spotify, zanim trafił do oficjalnej sprzedaży, pojawił się nasz album. Czekaliśmy do późna, żeby móc na bieżąco obserwować, co się dzieje na naszej grupie fanowskiej. Komentarze były dla nas niezwykle miłe i budujące. Wszystko, co nastąpiło później, było niebywale ekscytujące. Miniony rok będzie dla nas czasem, o którym trudno nam będzie zapomnieć w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Maciej: Dużo się nauczyliśmy przez ten rok: samodyscypliny związanej z muzyką, trochę poznaliśmy ten muzyczny świat od innej strony, bo nie mieliśmy nigdy wcześniej okazji nagrywać w profesjonalnym studio, z profesjonalnym producentem. To dało nam obycie. Dziś, dzięki temu doświadczeniu jeszcze bardziej poważnie podchodzimy do tego, co chcielibyśmy robić.

Tomek: To był dobry rok. Tak bym to podsumował. (śmiech)

Jak dochodziliście do tego miejsca, muzycznie, w którym dziś jesteście? Trafiliście do zespołu, kiedy mieliście już jakieś marzenia z muzyką związane…

Dawid: Każdy z nas podchodził do muzyki trochę inną drogą. Kiedy powstawał nasz zespół, tak naprawdę nie wiedzieliśmy jeszcze za bardzo, czego chcemy. Byliśmy bardzo młodzi, Tomek, nasz basista, był jeszcze niepełnoletni. Wiedzieliśmy tylko, że chcemy grać i że chcemy to robić na poważnie. Mijaliśmy się w różnych wcześniejszych projektach, zespołach, na koncertach, bo w Żywcu dużo się w tej materii działo, aż w pewnym momencie udało nam się „spiknąć”, znaleźliśmy się na tym żywieckim podwórku i stworzyliśmy coś wspólnie.

Zanim się spotkaliście, uczyliście się w szkołach muzycznych, gdzieś rozwijaliście swój warsztat?

Kamil: Ja chodziłem dwa razy po dwa miesiące do prywatnych szkół, ale tak naprawdę to chciałem jeździć na BMX-ie i być skatem. (śmiech) Pewnie dlatego w tamtym momencie trudno mi było zagrzać miejsce w szkole. Przyszedł jednak taki dzień, w którym uznałem, że muzyka to jest coś, co chcę robić, co da mi szczęście i pozwoli być sobą. Wtedy zacząłem ćwiczyć, tworzyć, komponować, a później powstał Sonbird, który stał się dla mnie spełnieniem.

Dawid: Mnie rodzice długo nie pozwalali bawić się w muzykę. Kiedy udało mi się spod tych skrzydeł wyrwać, to chciałem robić wszystko: grać, śpiewać, komponować. Poszedłem do klasycznej szkoły muzycznej w Żywcu. Na przesłuchaniu wykonałem utwór AC/DC, przez co chyba nauczyciele zaproponowali mi grę na kontrabasie. (śmiech) Chodziłem przez rok do klasy kontrabasu, ale stwierdziłem, że to nie jest to, zapisałem się więc na prywatne lekcje wokalne i nie żałuję.

Tomek: Ja uczyłem się sam. Zmotywował mnie do tego Dawid. Kiedy wracałem po lekcjach w gimnazjum, słyszałem, przechodząc obok jego domu, jak ćwiczy z kolegą. Za każdym razem myślałem, że też bym tak chciał. (śmiech)

Maciej: W mojej rodzinie wszyscy mieli styczność z jakimiś instrumentami. Poszedłem więc do szkoły muzycznej do klasy klarnetu. Zrezygnowałem jednak, bo czułem, że to nie jest mój instrument. Zacząłem grać na perkusji. W tej materii jestem samoukiem.

To, co gracie jako Sonbird, jest Wam wszystkim bliskie muzycznie?

Tomek: Każdy z nas słucha czegoś innego, ale grać chcemy to, co gramy jako Sonbird. To jest muzyka, która nas wyraża. Choć oczywiście nieustannie poszukujemy swoich ścieżek i nie jest powiedziane, że kolejne nasze płyty będą takie same. Teraz pracujemy nad nowymi piosenkami i już widzimy, że są one nieco inne, na pewno dojrzalsze od materiału, który znalazł się na płycie „Głodny”.

Jakimi sukcesami możecie pochwali się od premiery płyty „Głodny”?

Kamil: Od kiedy wydaliśmy debiut, udało nam się zagrać na większości dużych festiwalach. Pojawiliśmy się między innymi na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu czy na Open’er Festival, który przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania pod względem frekwencji pod sceną – było morze ludzi. Wyprzedaliśmy też klubowe koncerty. To wszystko dzięki naszym fanom.

Maciej: Dodatkowo nasze utwory przekroczyły zaszczytny milion wyświetleń, odtworzeń, zarówno na YouTube i w innych serwisach.

Dawid: Z najnowszych sukcesów, całkiem niedawno dowiedzieliśmy się, że nasza płyta dostała nominację do Fryderyka.

To ogromne wyróżnienie. Jesteście chyba najmłodszymi przedstawicielami w kategorii Album Roku Rock.

Maciej: Nawet o tym nie myśleliśmy. Być w towarzystwie takich artystów, to fantastyczne uczucie.

Tomek: Wielu z nich jest dla nas inspiracją. Oczywiście bardzo chcielibyśmy zdobyć statuetkę, ale już sama możliwość bycia częścią tego wydarzenia, jest niezwykłym przeżyciem.

Dawid: Dziękujemy za docenienie naszej płyty oraz pracy przy niej. Chyba nic tak nie podnosi na duchu, jak właśnie takie momenty. I oczywiście większa motywacja do tworzenia nowych piosenek.

Gdybyście mieli podać receptę początkującym zespołom, jak w ciągu roku od debiutu mieć na swoim koncie koncerty, udział w znaczących festiwalach i nominację do jednej z najważniejszych nagród muzycznych w Polsce Fryderyków, to co by to było?

Kamil: Dużo pracować i wierzyć w to, co się robi.

Dawid: Być sobą.

Tomek: Być szczerym, w tym co się robi.

Maciej: Potrzebne jest wszystko to, o czym powiedzieli koledzy plus szczypta szczęścia. No i trzeba spotkać na swojej drodze odpowiednie osoby.

Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam, żeby szczęście nadal się do Was uśmiechało.

fot. LatajacyKowa.pl Bartosz Kowal