piątek, 1 lipca 2022
WywiadyJeśli zastanawiasz się, czy wybrać mnie, czy kogoś innego NIE WYBIERAJ MNIE

Jeśli zastanawiasz się, czy wybrać mnie, czy kogoś innego NIE WYBIERAJ MNIE

Z Bartłomiejem Kacprzakiem, lekarzem, założycielem Orto Med Sport rozmawiała Katarzyna Mazur.

Kim jest dla Pana gentleman?

To człowiek szczerze zainteresowany potrzebami innych, umiejący zapytać: jak się czujesz?, jak się masz?, nie dlatego, że widzi w tym potencjalną korzyść, choćby materialną. Dla gentlemana zwykłe ludzkie odruchy nie są wstydliwe, są dla niego naturalne. Potrafi dawać, nie oczekując wdzięczności, rekompensaty, czegoś w zamian. Gentleman nie udaje kogoś, kim nie jest. Potrafi przyznawać się do słabości, ale też potrafi się mobilizować, żeby nad nimi pracować. Musi też mieć odwagę w mówieniu tego, co myśli i musi umieć brać za tę szczerość odpowiedzialność. Dodatkowo dla gentlemana słowo jest droższe od pieniędzy. Kiedyś przypieczętowanie zawartej słownie umowy podaniem dłoni było gwarantem realizacji, dziś zawarta na piśmie potrafi nie mieć żadnego znaczenia. To przerażające, jak wielu jest wokół nas ludzi bez zasad, ideałów, skrupułów. Jak dużo pada słów bez pokrycia, pięknosłowia, za którym nie idzie nic wartościowego. Nie godzę się na to, choćby było to wygodniejsze. Wolę się zmęczyć, pójść pod prąd, ale pozostać wierny swoim ideałom. Chcę bez wstydu patrzeć w swoje odbicie w lustrze.

fot. Bartosz Maciejewski

Pan jest gentlemanem?

Staram się. Dążenie do doskonałości mam wpisane w krwiobieg, więc nawet jeśli gdzieś pobłądzę, wracam na właściwe tory (śmiech). Jako gentleman w pracy z szacunkiem podchodzę do swoich pacjentów – jestem maksymalnie skoncentrowany na ich potrzebach. Nie ma dla mnie znaczenia, czy pacjent jest gwiazdą z pierwszych stron gazet, czy zwykłym Kowalskim. Każdy może z mojej strony liczyć na takie samo zaangażowanie. Jako młody człowiek, dobrze zapowiadający się piłkarz, doznałem kontuzji. Gdyby wówczas ktoś zajął się mną odpowiedzialnie, dziś najprawdopodobniej rozmawialibyśmy o moich wynikach sportowych. To, co mnie wówczas spotkało, utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę dawać innym z siebie wszystko, co najlepsze. Dlatego nieustannie się doszkalam, kreuję rozwiązania wspomagające rehabilitację, edukuję młodych ludzi i ich rodziców, nauczycieli, trenerów, menedżerów.

Wspomniał Pan o braniu odpowiedzialności za własne słowa – krytycznie wypowiada się Pan o środowisku medycznym, o swoich kolegach po fachu – dotyka Pana z tego powodu ostracyzm środowiskowy?

Jak mówił Albert Einstein: „Jeśli chcesz opisać prawdę, elegancję zostaw krawcom”. System, jaki jest, każdy widzi. Kolesiostwo na każdym kroku premiuje nie tych, którzy mają wiedzę, umiejętności, chęci i potencjał, a tych, którzy mają kogoś znajomego odpowiednio wysoko postawionego np. w szpitalnych strukturach. Nie chcę generalizować, ale „stara gwardia” mocno podcina skrzydła młodym ludziom. Zamiast uczyć ich tego, co najważniejsze, najpiękniejsze w naszym zawodzie – skupienia na pacjencie, profesjonalnego, odpowiedzialnego do niego podejścia, wyrabia się w nich niegodne miana lekarza nawyki i zachowania. Nawet jeśli chcą się wykazać, mają ambicje, są sprowadzani na ziemię, szybko pokazuje się im ich miejsce w szeregu. Przeskoczenie tego muru graniczy z cudem. Poza tym w owym „systemie” nikt nie myśli o pacjencie, najważniejsze jest, żeby spinał się finansowy bilans. Nikt nie zastanawia się, jak poprawić komfort życia pacjenta. Często wysyła się ludzi na stół operacyjny, mimo że sytuacja tego wcale nie wymaga, bo tak jest prościej i korzystniej finansowo. W takim systemie nie chcę uczestniczyć i nie interesuje mnie, jak moje słowa ocenia środowisko, które w nim świadomie trwa. Idę własną ścieżką i mam nadzieję, że w końcu znajdą się tacy, którzy będą mieli odwagę, żeby iść ze mną. Usłyszałem kiedyś, że „pszczoły nie tłumaczą muchom, że miód jest lepszy od gówna”. Jestem taką pszczołą – pokazuję ludziom, że można lepiej, ale nie będę ich za sobą ciągnął na siłę. Sami muszą chcieć lepszego dla siebie i innych. Często jest tak, że szukamy rozwiązań w kosmosie, a mamy je pod ręką. Warto się rozglądać i nie odrzucać czegoś, tylko dlatego, że nie jest zgodne z głównym, ogólnie przyjętym nurtem. Uczmy się na błędach, wyciągajmy wnioski, skupmy na podstawach, prostych rzeczach, wówczas te trudniejsze będą przychodziły łatwiej. Dla mnie istotne jest, żeby ludzie działający w sporcie, medycynie, kształcący przyszłych czy obecnych sportowców, zdjęli z oczu klapki w postaci pieniędzy. Nie bądźmy hipokrytami, bylejakość i pazerność to dziś cechy wpisane w DNA ludzi funkcjonujących w systemie – to drąży go jak choroba. Nie ma na to mojej zgody. Mam zasady i będę się ich trzymał.

fot. Bartosz Maciejewski

Z niezgody na bylejakość i niesprawiedliwe układy wzięło się hasło przewodnie Orto Med Sport: „Dołącz do rebelii”?

Rebelia jest wielopłaszczyznowa, wielowątkowa. Jeden aspekt to niezgoda na bylejakość, na nieuzasadnione kompetencjami kumoterstwo. Chciałbym, żeby moi koledzy po fachu przestali myśleć o pacjencie jak o źródle pieniędzy z NFZ – przestali robić to, co się najbardziej opłaca kasie szpitala, czyli operować, a zaczęli myśleć o rzeczywistym dobru pacjenta. I to nie znaczy, że jestem jakimś radykalnym przeciwnikiem operacji w ortopedii – jeśli jest taka konieczność, należy operować. Jednak są metody, nowoczesne i skuteczne, które często przed operacją mogą uchronić i należy po nie sięgać. Lekarze zapomnieli, że głównym zadaniem ortopedii jest przywrócenie funkcjonalności narządom ruchu, co w przypadku operacja często bywa niemożliwe – jej przeprowadzenie niejednokrotnie kończy tę funkcjonalność. Moja rebelia ma na celu przypomnienie wszystkim, że jest inna droga. Mam dość środowiskowej zaściankowości. Chciałbym, żeby ortopedzi czy fizjoterapeuci wyjrzeli z tych swoich skostniałych gabinetów i dostrzegli, że ostatnie lata przyniosły mnóstwo rozwiązań, które pozwalają zapobiegać urazom i kontuzjom. I tu płynnie przechodzimy do drugiego aspektu rebelii – do konieczności edukowania i uświadamiania społeczeństwa. Ludzie powinni wiedzieć, że leczenie, także w kontekście urazów ortopedycznych, nie byłoby konieczne, gdybyśmy odpowiednio dbali o siebie. Właściwe, świadome korzystanie z ciała i z nowoczesnych narzędzi fizjoterapeutycznych czy osteopatycznych pozwala zapobiec wielu kontuzjom.

Skoro wspomniał Pan o narzędziach wspierających, nie tylko korzysta Pan z tych najlepszych, ale też tworzy własne.

Chcę zawsze być krok do przodu, wyprzedzać epokę, dlatego nie czekam, aż na rynku pojawi się coś nowego, tylko kreuję i wdrażam własne pomysły. W procesie rehabilitacji czy w treningu nie tylko mogą, ale muszą być wykorzystywane nowinki technologiczne. Stąd między innymi aplikacja rehabilitacyjna Orto Med Sport. Jest przeznaczona dla wszystkich, którzy mają problemy z układem ruchu. Pomaga w szybkim dochodzeniu do pełnej sprawności po urazach i operacjach. To unikalny dodatek do standardowej opieki lekarza i fizjoterapeuty. Moi pacjenci chwalą to rozwiązane – z jednej strony mają profesjonalne wsparcie, z drugiej wykorzystywanie aplikacji wymusza na nich samodyscyplinę, a ta w budowaniu nawyków jest niebywale istotna. Jako wsparcie w codziennej trosce o siebie pacjentom służy też mój autorski produkt OMS Roll – rollery treningowe wraz z aplikacją, która uczy samodzielnego automasażu. Rolowanie działa podobnie jak masaż sportowy z tą różnicą, że możemy wykonać je sami. Dlatego tak istotne jest, by stało się ono naszym nawykiem, jak podstawowe codzienne czynności związane z higienicznym trybem życia. Tym bardziej że zdrowie i sprawność fizyczna dla każdego z nas powinny być priorytetem. W niedalekiej perspektywie pojawią się także aplikacja monitorująca postępy zawodnika, podążająca za zachodzącymi w jego organizmie zmianami, a dla najmłodszych dzienniczek młodego sportowca, w którym samodzielnie będzie mógł notować swoje poczynania i wyniki. Mam poczucie, że moim obowiązkiem jest wypełnienie istniejącej w systemie luki.

Jakiej?

Dzisiejszy system edukacji sportowej, począwszy od szkoły i zajęć WF na treningach juniorskich z różnych dziedzin skończywszy, nie daje młodym sportowcom informacji na temat tego, jak mają się regenerować, na jakie sygnały wysyłane przez organizm zwracać uwagę, kogo prosić o pomoc w razie pytań czy wątpliwości. Chcę swoimi narzędziami pokazać dzieciakom, że systematyczność i uważność to podstawa ich sukcesu.

fot. Bartosz Maciejewski

Pana wdrożenia to także zaawansowane technologicznie rozwiązania, jak choćby śruby do operacji rewizyjnych przy urazach sportowych.

To mój wynalazek, który jest w trakcie patentowania. W tej chwili nie ma na rynku podobnego rozwiązania. Uznałem, że jest potrzeba zmian na tej płaszczyźnie, ponieważ liczba operacji rewizyjnych, które są konsekwencją liczby operacji pierwotnych, rośnie w zatrważającym tempie. Wynika to z coraz niższej jakości wykonania i niewłaściwego podejścia do prowadzenia pacjenta. Śruby pozwolą w tani i szybki sposób sprowadzić proces do jednego zabiegu. Jedna operacja, jedna rehabilitacja i szybki powrót do zdrowia. Więcej na ten temat będę mógł opowiedzieć, kiedy produkt zostanie wdrożony. To będzie bez wątpienia rewolucyjne rozwiązanie.

Jest też OMS Recovery Bus, czyli mobilny gabinet diagnostyczny, rehabilitacyjny i leczniczy. Jakie daje możliwości?

OMS Recovery BUS to komora hiperbaryczna, drenaż limfatyczny CarePump, odnowa biologiczna, opieka lekarza i fizjoterapeuty, przenośne USG, co zapewnia możliwość diagnostyki na miejscu, wanna z lodem, terapia osoczem Orthokine, wiskosuplementacja, system chłodzenia Physiolab, fala uderzeniowa, elektrostymulacja Compex, masaż powięzi Hypervolt, terapia manualna, akupunktura, klawiterapia, hirudoterapia, koktajle białkowe, elektrostymulacja Bodyflow, wlewy kroplowe, BK Biotic, Arthro Biotic, rollery OMSRoll, przenośne EKG, AED, wirówka, inkubator. Pomysł na autobus pojawił się podczas rajdu Paryż Dakar w 2020 r., na którym wspierałem startującego w nim łodzianina Arkadiusza Lindnera. Miałem tam ze sobą mnóstwo urządzeń wspierających regenerację, czy leczenie, jak choćby przenośną komorę hiperbaryczną, ale pomyślałem, że targanie ze sobą tak dużej liczby sprzętu jest bez sensu. Wtedy pojawił się pomysł na OMS Recovery BUS. Jego realizacja to było duże wyzwanie, ale też niezwykła przygoda. Lubię stawiać sobie wysoko poprzeczkę i w tym wypadku była na odpowiednim poziomie. OMS Recovery Bus to narzędzie, którego nie ma w tej chwili nikt inny. Nikt nie może udzielić np. zawodnikom w trasie tak profesjonalnego wsparcia co ja z jego wykorzystaniem. A BUS, poza tym, że jest profesjonalny, jest też luksusowy – to 5-gwiazdkowy apartament na kółkach z pełnym zapleczem fizjoterapeutycznym.

Jak jest z nawykami i systematycznością dbania o siebie u Polaków?

Praca w pozycji siedzącej stanowi niewątpliwy problem. Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe są powodem licznych absencji chorobowych. Pracownicy z zaburzeniami wspomnianego układu częściej niż inni twierdzą, że po osiągnięciu 60 roku życia nie będą w stanie wykonywać tej samej pracy i odchodzą na emeryturę. Jeśli ludzie mają pracować dłużej i pozostać w zdrowiu, niezbędne są zmiany tak w systemie zdrowotnym, jak i w edukacji. Ludzie, bez względu na styl życia, muszą wiedzieć, jakie mają możliwości, jeśli chodzi o dbanie o własne ciało. Jako amatorzy musimy być bardziej profesjonalni w tej materii od zawodowców, bo za nich codziennie myślą inni i dbają o nich inni, np. ja. Amatorsko uprawiając sport np. raz w tygodniu narażamy się na więcej kontuzji niż ci, którzy robią to codziennie i zawodowo. Kluczem do sukcesu w podnoszeniu świadomości społecznej jest edukacja najmłodszych. Dziecko musi mieć świadomość, że nie może eksploatować ciała aktywnością fizyczną, jednocześnie go nie regenerując, ale żeby dziecko było tego świadome, wiedzieć o tym muszą tak jego rodzice, jak i trenerzy, którzy stają na jego drodze. Uczmy się, pogłębiajmy wiedzę na temat swojego ciała, dzięki temu zapobiegniemy wielu kontuzjom.

fot. Bartosz Maciejewski

Czego ma dotyczyć ta edukacja?

Choćby tego, że odpoczynek po wysiłku jest niezbędny. Zarzynanie organizmu to droga donikąd. Organizm, który jest nadmiernie eksploatowany, nie jest regenerowany i właściwie odżywiany, wcześniej czy później odmówi posłuszeństwa. Żeby uczyć najmłodszych, jak się troszczyć o odpowiednie funkcjonowanie organizmu, stworzyłem roller przeznaczony specjalnie dla nich i książeczkę „Rollek i Bolek”, która uczy dzieci, jak z niego korzystać i daje im odpowiedź na pytanie, czy to ma sens. Pracuję z młodzieżowymi klubami sportowymi, uczę dzieciaki, jak dbać o ciało, żeby unikać kontuzji i jak efektywnie te kontuzje leczyć, jeśli już się pojawią. Chętnie dzielę się swoją wiedzą także z dorosłymi, bo oni także potrzebują wsparcia i wskazówek, żeby nie tylko radzić sobie z własnym ciałem, ale też dobrze kierować swoje dzieci. Jestem autorem kilku książek, m.in.  „Leczenie zachowawcze i operacyjne urazów stawu kolanowego”, „Kliniczne podejście do medycyny sportowej” oraz „ACL BK21. Protokół rehabilitacyjny”, w których każdy znajdzie wiele wskazówek dotyczących tego, jak się serwisować, żeby długo korzystać ze sprawnego ciała. Niebawem pojawi się też nowy podręcznik „Kliniczne podejście do ortopedii sportowej w leczeniu operacyjnym i zachowawczym. Profilaktyka urazów i higiena życia.” który będzie zbiorem porad specjalistów różnych dziedzin. Nigdy nie zakładałem, że będę się realizował naukowo, ale dziś widzę taką potrzebę. Tak na poziomie publikacji, jak i własnego rozwoju – niedawno obroniłem doktorat, przede mną habilitacja. I to nie będzie moje ostatnie słowo.

Dużo Pan pracuje. Znajduje Pan czas na oddech?

Oddycham pracą. Mam poczucie misji, jestem przekonany, że mam dużo do zrobienia, więc staram się nie tracić czasu, tylko cały czas działać. „Nie oczekujcie od dnia tego, co mogą dać jedynie lata. Ale nie zapominajcie, że lata składają się z wielu dni, dlatego postanówcie, że nie zmarnujecie ani jednego dnia” – powiedział Johan Michael Sailer. Staram się, żeby czas nie przeciekał mi przez palce. Skoro jednak mam być przykładem dla pacjentów, utrzymuję swoje ciało w dobrej kondycji i dbam o jego regenerację, żeby służyło mi jak najdłużej. I sugeruję to wszystkim, którzy stają na mojej drodze.

Mimo że ponoć gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, chciałabym, żebyśmy tę kwestię poruszyli. W powszechnym przekonaniu dbanie o siebie i korzystanie z usług medycznych poza systemem państwowym jest kosztowne. Ceny w Pana gabinetach także nie należą do najniższych. Czy to musi tyle kosztować?

Zawsze zadziwiają mnie wątpliwości co do tego, czy warto wydawać na swoje zdrowie. Ludzie nie oszczędzają np. przy zakupie samochodu, są gotowi wydać mnóstwo pieniędzy, żeby zrobić wrażenie na innych lepszą marką czy wyposażeniem, a kiedy przychodzi do płacenia za własne zdrowie, rodzi się pytanie: czy warto? Tak, warto! Nasze ciało powinno być dla nas najważniejsze. A usługi wysokiej jakości nie mogą kosztować mało. Poświęcam pracy całe swoje życie, edukuję się, doszkalam, zapraszam do współpracy najlepszych ekspertów. Wysoko oceniam swoją pracę, dlatego też odpowiednio ją wyceniam. Jednak to nie pieniądze stanowią istotę mojej działalności. Chcę dostarczać ludziom najwyższą jakość i najszczęśliwszy byłbym, gdyby moi pacjenci odwiedzali mnie tylko jeden raz. Chcę pomagać, nie przeciągać leczenie w nieskończoność, żeby wyciągać od nich pieniądze. Potrafię nie wziąć wynagrodzenia, jeśli wiem, że jest taka potrzeba, jeśli wiem, że moje działanie przyniesie poprawę. Aktywnie wspieram też dzieci i młodzież w rozwoju. W swojej pracy charytatywnej skupiam się na pomocy młodym sportowcom w realizacji ich marzeń i celów. Pomagam w zapewnieniu dostępu do najlepszej opieki medycznej i niezbędnych szkoleń – tak ważnych w ich drodze do sukcesu. I nie robię tego ani dla pieniędzy, ani dla rozgłosu. Pieniądze nie stanowią istoty mojej działalności. Pieniądze nie są celem, to narzędzie, które pozwala mi robić fajne rzeczy, ana koniec dnia może pozwoli na pokoleniową zmianę myślenia i poszerzenie świadomości dotyczącej zdrowej aktywności. Nie rozumiem dyskusji o kosztach usług – tak moich, czy kogokolwiek innego. Dla mnie, jeśli ktoś np. ze względu na cenę waha się, czy skorzystać z moich usług, powinien w ogóle tego nie robić w myśl zasady: jeśli wahasz się, czy wybrać mnie, czy wybrać kogoś innego, nie wybieraj mnie!

fot. Bartosz Maciejewski

Mówi Pan o wysokiej jakości – nie dotyczy ona tylko Pana umiejętności, kompetencji, ale też oprawy miejsc, w których świadczy Pan usługi. Lubi Pan, żeby wokół Pana i Pana pacjentów było ładnie?

Jestem estetą! Cieszą mnie rzecz ładne, wysokiej jakości i chcę się nimi dzielić. Sprawiam tym przyjemność tak sobie, jak i wszystkim wokół siebie. Stworzyłem w Łodzi miejsce, które w żaden sposób nie przypomina tradycyjnie rozumianej kliniki czy szpitala. Wchodzisz do nas i czujesz się dobrze, często powtarzam, że sprowadziłem Dubaj do Łodzi i nie ma w tym przesady. Loftowe wnętrza, intrygująca sztuka na ścianach, miła, uśmiechnięta i niebudująca dystansu obsługa tworzą pozytywny nastrój, który w mojej ocenie jest bardzo ważnym elementem każdej terapii. Można u nas nie tylko dochodzić do siebie po kontuzjach czy urazach, ale też spędzić miło czas w fantastycznym otoczeniu. Sam projektowałem wnętrze kliniki, dbałem o detale. Tematyczne pokoje, w których zatrzymują się nasi rekonwalescenci, są funkcjonalne i przyjemne, restauracja serwuje dobre jedzenie i gwarantuje swoim wystrojem, że przyjemnie spędzimy tu czas, a apartament dla specjalnych gości zapewnia najwyższy standard. Często słyszę od pacjentów np., że u nas pięknie pachnie. Cieszę się, że to zauważają, bo bardzo mi na tym zależało. Dlatego zainstalowałem w klinice w Łodzi system, który pozwala na aplikowanie dowolnego zapachu i rozpylanie go w pomieszczeniach – może u nas choćby pachnieć takimi perfumami, jakie tylko sobie wymyślimy.

„Co tylko sobie wymyślimy” zabrzmiało jak Pana dewiza – mam poczucie, że nieustająco coś Pan wymyśla, wprowadza w życie.

Kreowanie mnie napędza. Mam głowę pełną pomysłów, mógłbym w zasadzie nie spać, tylko wymyślać. Gorzej z realizacją – często, jeśli nie zrobię czegoś sam, nie spotykam się ze zrozumieniem i nie znajduję ludzi pracujących w podobnym do mnie tempie. Staram się jednak nie zniechęcać i robić swoje. Miewam momenty zwątpienia, myślę, że walczę z wiatrakami i próbuję się przebić przez mur nie do przebicia, ale zawsze wtedy przypominają mi się słowa Steve’a Jobsa: „Cały świat usuwa się z drogi człowiekowi, który wie, dokąd zmierza”. A ja wiem, dokąd prowadzi moja droga. 

fot. Bartosz Maciejewski