poniedziałek, 20 września 2021
WywiadyTrzeba rosnąć

Trzeba rosnąć

Poznajmy nową twarz Pawła Deląga, który w rozmowie z Katarzyną Paskudą rozprawia się z faktem bycia amantem, ale przede wszystkim opowiada o tym, co go aktualnie pasjonuje i jakie podejmuje wyzwania.

Pawle, rozpocząłeś drugą połowę życia. Czy w tym wieku, w którym jesteś, masz poczucie, że zrealizowałeś wszystkie swoje cele, czy jest coś takiego, co chciałbyś jeszcze zrobić?

No cóż, w końcu trzeba realizować zamysł, który jest zapisany w naszych genach czy też w DNA i odebrać w końcu wiadomość od Pana Boga, jaki jest jego zamysł względem nas i zacząć go realizować 🙂

No dobrze. Po co to wszystko? Jaki ma sens moje życie? To fundamentalne pytanie. I okazuje się, że może odpowiedź jest bardzo prosta i zawiera się w jednym zdaniu. Jak to już wiesz, wszystko się zmienia.

Od tego momentu zaczynasz żyć w zgodzie sam ze sobą i bardzo pięknie zaczyna się realizować boska „misja”, „zamysł”.
A przed wszystkim czuję się wolny. Wydaje mi się, że wcześniej byłem w roli służalczej.

Jako aktor? To przecież też było Twoim celem i marzeniem, które zrealizowałeś.

Na pewno w jakimś stopniu tak, ale głównie zaspokajałem czyjeś oczekiwania i świeciłem odbitym światłem np. mediów czy niektórych ludzi z branży, którzy mnie zaszufladkowali w swoje ciasne przestrzenie. Życie jest krótkie i kruche, warto więc robić to, co naprawdę nas interesuje, co nas inspiruje i wywołuje endorfiny, co lubimy i umiemy, co daje nam w końcu pozytywny impuls do dalszego wzrastania, bo trzeba rosnąć.

Mam wrażenie, że z tej Twojej metaforycznej odpowiedzi przebija myśl, że aktorstwo zeszło na drugi plan, bo tam już zrobiłeś bardzo dużo i teraz czas na coś nowego, chcesz robić coś więcej. Czy to jest reżyseria albo produkcja?

Uniwersalizm polega na tym, że nie posiadamy tylko i wyłącznie jednego talentu. Mamy wiele predyspozycji, które możemy rozwijać.

Jakie odkryłeś w sobie?

Na przykład zdolności organizacyjne, przyciągania i angażowania do współpracy ciekawych osób ze świata sztuki i biznesu. Rozwinąłem odpowiedzialność i konsekwencję w działaniu, dzięki czemu jestem wiarygodny, a to zaczyna być ogniwem i łańcuchem pozwalającym uruchamiać i zamykać projekty. Te z kolei nie dość, że dają bardzo pozytywny impuls do dalszego rozwoju, mnóstwo satysfakcji, wymagają oczywiście dużo pracy, czasu i zaangażowania, to powodują przede wszystkim, iż czuję moc sprawczą, pewności siebie i dzięki temu czuję, że jestem dużo spokojniejszy.
Jestem niezależny i nie drżę, czy telefon zadzwoni, czy nie. Jutro zaczyna się dzisiaj. Prawdziwa zmiana zaczyna się od bardzo wyraźnego uświadomienia sobie i sformułowania czego pragniesz, jaki jest Twój prawdziwy cel. Często blokujemy energię w naszym organizmie, wątpiąc i nie mając zaufania do własnych możliwości, tracąc w ten sposób szansę na samorealizację. A jest to jedna z najważniejszych wartości, która może człowieka uszczęśliwić, jeśli jest coś takiego jak szczęście.
Uważam, że samorealizacja to nasz obowiązek, to nasz rodzaj podziękowania za dar życia. Owa samorealizacja to jednak nie egoizm i egocentryzm, ale spełnianie się na wielu obszarach: intelektualnym, duchowym, zawodowym, rodzinnym. Pewna pielęgniarka w Australii pracowała w hospicjum, czasami swoim podopiecznym towarzyszyła w ich ostatniej drodze. Często mówili o tym, że żałują, iż nie zrealizowali wszystkich swoich zamiarów ze strachu, wygodnictwa. Czasami chodziło o proste rzeczy, zaskakujące.

To jest czasami też lęk przed wyzwaniami.

Tak, nazywa się to „wsteczne niewolnictwo”. Przez tysiące lat społeczeństwo dzieliło się na tych, którzy „korzystają” i zarządzają oraz „niewolników”. Na pracy niewolniczej zostało zbudowanych wiele imperiów. Pańszczyzna np. skończyła się w 1863 roku! Zaledwie 160 lat temu!

Czyli starasz się nie popełniać tego błędu?

To jest bardzo wygodne, bezpieczne, że mam posadę, pracuję w korporacji, co miesiąc odbieram pensję. Często jednak w korporacjach dużo czasu poświęca się na to, aby nie stracić stołka. Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć, doceniam umiejętności grupowej współpracy ludzi, dzięki temu przecież powstały piramidy i człowiek poleciał w Kosmos, ale jednocześnie coś utraciliśmy, coś bardzo cennego.
Chodzi mi o to, iż rzadko potrafimy odpowiedzieć sobie na to jedno proste pytanie: kim jestem i po co to wszystko. Po prostu nie realizujemy swojego „talentu”, staramy się być „grzeczni” i w grupie. A z drugiej strony mamy pogłębiające się w społeczeństwie poczucie samotności i nieumiejętności nawiązywania prawdziwych relacji.

Dużo grasz za granicą i to nie od dziś. Jestem ciekawa, kiedy miał miejsce ten moment, który zapoczątkował Twoje zagraniczne podróże?

Perwszym filmem, w którym zagrałem główną rolę, była „Śmierć w płytkiej wodzie”. Był to film węgiersko-niemiecki, lata temu. I może faktycznie to była zapowiedź tego, co się stanie później. A wyszło tak, że na 120 filmów i seriali ponad
60 zagrałem poza Polską i często te są dla mnie najważniejsze.

W jakim językach grałeś?

Angielskim, francuskim i rosyjskim.

Skąd znasz tyle języków? Jesteś samoukiem, czy szkoliłeś się, żeby się porozumiewać w zawodzie?

Po prostu lubię rozmawiać z ludźmi, a jak z nimi rozmawiać, jeśli się nie zna języka? Nie bałem się mówić nawet wtedy, kiedy słabo znałem język. I to był najważniejszy impuls.
Ale teraz jeszcze wrócę do odpowiedzialności. Jakiś czas temu zgłosił się do mnie kumpel z Krakowa, Piotr Biedroń. Spytał, czy nie zagrałbym w jego filmie ekologicznym, poświęconym smogowi i jakości powietrza w Polsce. Powiedziałem: „No jasne!”. Nie spodziewałem się, że to pójdzie aż tak daleko ,że aż tak się wkręcę. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że na czymś zaczyna ci poza własnym nosem i dobrem swojej rodzinny zależeć bardziej, że warto coś dla tak zwanego dobra ogółu zrobić. W momencie, w którym zaczynamy coś robić nie tylko dla siebie, ale też dla innych, nasza siła ulega zwielokrotnieniu. Dostajemy znacznie więcej pozytywnego feedbacku, doładowania. Zawsze z ludźmi, przez ludzi i dla ludzi. To jest przedziwne, ale tak to działa. Jednocześnie staram się wybierać ludzi, których zapraszam do mojego życia, a wierzę, że ludzie są fantastyczni, a szczególnie ci, którzy nie boją się wyzwań.

Czym się kierujesz, kiedy mówisz: „staram się wybierać ludzi”? Jakie cechy są dla Ciebie istotne u tych, z którymi chcesz pracować?

Intuicją. Te cechy to różnorodność i dobrze rozumiane „poukładanie w środku”, ale to poukładanie nie polega na tym, że ktoś jest nudny, ale że jest centrum w tym człowieku.

fot. Katarzyna Paskuda

Zdarzyło się, że intuicja Cię zawiodła?

W ostatnich latach rzadko. Zdarzyło się, że zaufałem ludziom (to było przy okazji „Zrodzonych do szabli”), którym w ogóle nie powinienem zaufać, ale mimo wszystko powstała z tego dobra rzecz.

Niemiłe wspomnienia?

Rozczarowanie. Ludźmi, że wydawali się tacy szlachetni, a koniec końców okazało się, że wcale tak do końca nie jest. To się oczywiście przewraca natychmiast, nie ma dalszego ciągu energetycznego.

Opowiedz mi w kilku zdaniach o tej produkcji, o której wspomniałeś teraz, à propos odpowiedzialności. Jesteś producentem? Pomysłodawcą? Czy współtworzysz ten projekt ekologiczny? Co to jest za film?

Film nosi tytuł „Pani Basia”. Powstał we współpracy z fundacją Eko-Bal Tomka Billa. Pan Tomasz trafił do mnie po dwóch filmach, które zrobiłem wcześniej, a dotykały problemu smogu. Pierwszy to był „P.M 2,5”, a drugi „Piękna robota”. Mamy ogromny problem z jakością powietrza w Polsce. Doprowadza to do śmierci około 48 tys. osób rocznie. Smutne to są dane. Spójrz, kiedy popatrzymy na statystyki COVID, to okazuje się, że cichym, groźniejszym zabójcą jest po prostu smog. A my mamy instrumenty, technologie, aby temu położyć kres. To zależy tylko od nas. COVID ma potężna „reklamę” w mediach, boimy się go, a smog, cóż, to wciąż mało popularny temat.


Opowiedz o „Pani Basi”.

„Panią Basię” wyprodukowałem, wyreżyserowałem, ale sam bym tego nie zrobił. Zaprosiłem do współpracy naprawdę fantastycznych artystów i ludzi, którzy podjęli się wyzwania, bo to jest inicjatywa, do której chcieli dołączyć. Elżbieta Jarosik, Tadeusz Huk, Jerzy Fedorowicz, Krzysztof Jędrysek, Marcin Sianko, Alina Kamińska i świetny muzyk, kompozytor Kortez.
Również mój syn włączył się w tę akcję. Zdjęcia odbyły się tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W zasadzie w Wigilię skończyliśmy produkcję. Otrzymałem wsparcie ze strony fundacji Eko-Bal i Tomasza Billa. Myślę, że będziemy to dalej kontynuować. Zespół realizatorów, aktorzy, wsparły dobrą energią, uśmiechem, poczuciem bliskości i wiarą, że realizujemy coś szczególnego i jestem im za to szczególnie wdzięczny. Premiera już niedługo.

Gdzie będzie można obejrzeć film?

Nie mogę powiedzieć teraz gdzie, ale rozmawiamy z dużymi platformami, chcemy zachęcić też telewizje, bo to jest pierwszy film z cyklu, który będzie opowiadał o tym problemie. Tak jak powiedziałem: ma to być trylogia.

Jakbym Cię zapytała, jaka produkcja w Twoim życiu jest dla Ciebie najważniejsza, to będzie ten film?

Są to dwie produkcje: „Zrodzeni do szabli” i „Pani Basia”.

Rozumiem, że to jest trochę jak twoje dziecko?

Tak.

Czy to jest Twoja pierwsza produkcja?

Nie jest pierwsza, ale najbardziej jestem zaangażowany tutaj, na wielu płaszczyznach. Były też inne, ważne dla mnie produkcje, oczywiście.

Która z nich najbardziej Ci pomogła w karierze filmowej?

Każda przynosi coś istotnego. Teraz kręcimy fajny film, jestem jego koproducentem – „Kawa z kardamonem”. To jest ukraińsko-polska produkcja. Są polscy aktorzy, jest Anna Cieślak, Bartosz Kasprzykowski, Dorota Deląg, jestem ja…

Dorota Deląg to chyba Twoja siostra?

Ha, ha… Tak, to moja siostra i gra moją siostrę w tym filmie. Zdjęcia są we Lwowie; akcja dzieje się w XIX w., historia jest absolutnie romantyczna.

Mówicie tam po rosyjsku?

Nie, po polsku, a Ukraińcy po ukraińsku.

Czy uważasz się za polskiego amanta? To określenie z pewnością przypisuje Ci wciąż wiele kobiet. Jak się z tym czujesz, co o tym myślisz?

Tak naprawdę nie grałem w zbyt wielu polskich filmach, które dawałyby prawo ludziom tak o mnie sądzić.

Ale to jest raczej miłe.

Tak, to jest miłe, ale to nie ułatwia pracy, dlatego że u nas nie ma czegoś takiego, nie ma ról dla „amantów”, to raczej łatka, a nie poważna kategoria aktorska.

Jak kobiety reagują, gdy Cię widzą na ulicy? Jesteś w zupełnie prywatnej sytuacji i ktoś Cię poznaje?

To jest takie pytanie, na które trzeba odpowiedzieć z poczuciem z humoru.

Jesteś atrakcyjnym mężczyzną, przystojnym, nic się nie zmieniasz. Według mnie trochę nawet jak wino, wyglądasz lepiej z wiekiem. Myślę, że możesz robić duże wrażenie na kobietach. Pewnie zawsze tak było i może się przyzwyczaiłeś do tego, dlatego nie umiesz na to odpowiedzieć.

Dziękuję, bo cóż można więcej powiedzieć.

Uważam, że w Polsce mężczyźni są dosyć atrakcyjni, może nie wszyscy dbają o siebie tak, jak powinni, ale trochę się to teraz zmienia, nieliczni są jeszcze do tego ładni, przystojni. Ty się do nich zaliczasz i to jest komplement, który chcę Ci powiedzieć.

Jakbyś się zastanowiła nad pewnymi kanonami, zawsze literatura i film czy teatr jest odbiciem tego, co się dzieje w warstwie obyczajowej czy w umysłach ludzkich. Jaki jest archetyp kobiety, jaki jest archetyp mężczyzny w Polsce? Albo jakie jest zapotrzebowanie?

fot. Katarzyna Paskuda

Nie ma chyba jednoznacznie określonego archetypu kobiety i mężczyzny.

Twierdzisz, że jest różnorodny?

To znaczy jaki? Daj mi przykład.

Archetypy to są mity. Mity, na których budujemy jakąś tożsamość, powiedzmy społeczną i narodową. I archetypy w niektórych krajach można łatwo zidentyfikować. Na przykład jaki archetyp mężczyzny mają kobiety ze Wschodu, Rosji, Ukrainy, Białorusi? Jeśli się je o to zapyta, to one jednym tchem są w stanie wymienić te cechy i dokładnie nawiązać do bohaterów z filmów, książek, którzy są dla nich punktem odniesienia.

Ja jednym tchem nie potrafię.

No właśnie, bo większość Polek ma z tym problem.

Jak sądzisz, dlaczego tak jest?

Świat mimo wszytko jest zbudowany na fundamencie patriarchalnym. Choć to się szybko zmienia i dobrze, że tak się dzieje. Zobacz, jaki mamy kryzys w polityce.,Ten „męski” świat w postaci budzącego się konserwatyzmu i fundamentalizmu przeraża. Mamy sytuację, w której wiele wartości w sferze publicznej zostało podważonych. Biden ostatnio o tym mówił na przykład, żeby przywrócić pewnym słowom znaczenie i pewne wartości. Jeżeli zobaczysz propozycje serialowe na Netfliksie, to w pewien sposób rzeczy się wypłaszczają; te produkcje są realizowane tak, żeby nie były za bardzo skomplikowane, bo mają zapewnić w miarę szybką konsumpcję. Rzadko możesz trafić na takich platformach na filmy, które niosą głębsze treści. I teraz, jeżeli w sferze publicznej znikają wartości, coś się psuje od głowy i ci, którzy niedawno byli bohaterami, są przez nowych rządzących obrzucani błotem, a masz poczucie, że ci, którzy przyszli do władzy, nie są w pełni wartościowymi ludźmi, do których możesz mieć zaufanie, no to oni lepiej się poczują, jeśli ciebie sprowadzą do poziomu zero. Mamy świadomość, że teraz ta grupa, która jest wybrana w Polsce, jest wybrana przez ludzi trochę słabiej wykształconych, z mniejszych miejscowości. Nie ma w tym niczego złego, ale ci politycy są ich reprezentantami i ci ludzie zdecydowanie lepiej teraz się czują, że ten dom jest ich. Z drugiej strony jednak występuje wypchnięcie tak zwanych wykształciuchów, inteligencji, którzy są obrażani i mówi się o nich, że są „lewakami”.

Jaki jest Twój stosunek do polityki? Starasz się w to nie mieszać, czy raczej idziesz w drugą stronę?

Od nas się wymaga, żebyśmy byli apolityczni, a w tych czasach ciężko jest być apolitycznym, ponieważ polityka dotyka podstawowych i fundamentalnych spraw. Mnie interesuje to, jak jest położony trotuar w dzielnicy, w której mieszkam i to, kto ma wpływ na to, jakim powietrzem oddycham na przykład. Albo ile cukrów jest dopuszczonych w potrawach, jakie są standardy. To są rzeczy, przez które nie możemy powiedzieć, że nie mieszamy się w politykę, bo dotyczą naszego życia, zdrowia, bezpieczeństwa i tak dalej. Jeżeli jest na przykład taki ruch jak Strajk Kobiet, to znaczy, że politycy zaczęli w naszym imieniu podejmować decyzje, które powinny być podejmowane na drodze referendum czy jakiejś zgody społecznej, przyzwolenia, powinny się odbyć konsultacje, rozmowy i tak dalej. No dobra, ale daleko polecieliśmy. Wracam do tego archetypu.

Ale masz taki obraz, że kobiety są niedokształcone?

Widzę bardzo wiele kobiet, które osiągnęły pozycję, które są mądre, które są inteligentne, które często wychowują dzieci samotnie, kobiety często po trzydziestce czterdziestce i samotne. I ciężko jest znaleźć mężczyznę, z którym mogłyby zbudować relację, związek. Dzieje się coś niedobrego i powstaje pytanie: dlaczego tak się dzieje?

fot. Katarzyna Paskuda

Nie ma w tym trochę winy mężczyzn?

Nie ma winy po jednej albo po drugiej stronie, tylko taka jest sytuacja. Taka jest prawda.

Masz dwóch synów. Jakim jesteś ojcem?

Staram się być ojcem dobrym i sprawiedliwym. Takim, który ewentualnie pokazuje, w którą stronę iść warto, ale dającym bardzo dużo wolności. Dużo wolności przede wszystkim w podejmowaniu własnych decyzji, ale też brania za nie odpowiedzialności. Wiary we własne możliwości, w to, że warto mieć marzenia i je realizować, że to, co było wczoraj, to było wczoraj i warto skupić się na tym, co będzie jutro, że liczy się przyjaźń.

Syn bierze udział w twojej nowej produkcji. Chce pójść w Twoje ślady?

On idzie własną ścieżką, ale to jest ścieżka związana z produkcją.

Wspierasz go w tym?

Oczywiście, jeżeli widzę, że jest chęć i inicjatywa.

Nie negujesz tego? Bo jednak zawód artysty to wolny zawód, niełatwy, niestabilny. Uważam, że te wszystkie zawody są trudne, bo jest duża konkurencja. Mamy wielu zdolnych ludzi w tej branży filmowej, czy to jest reżyseria, czy aktorstwo…

No to lepiej zostać w domu i nic nie robić.

Nie! Trzeba robić i wspierać, absolutnie.

Zdecydowanie. Na szczęście Paweł nie poszedł w stronę aktorstwa.

Ale jakby chciał być aktorem, to co byś mu powiedział?

„Proszę cię bardzo. Twoje życie, twój wybór. Rób to, na co masz ochotę”. On poszedł akurat w stronę produkcji, a dokładniej w stronę produkcji wykonawczej. To jest to coś, co go kręci i czuje się zadaniowy, czuje się zorganizowany. I super. Pracujemy razem i sprawia nam to frajdę.

Jaki jest Twój stosunek do wirusa i do szczepionki?

My nie mamy wyboru. Znaczy, jest wybór: możemy tej sytuacji uwierzyć lub też nie, są teorie spiskowe, brać czy nie brać. Ja jestem za tym, żeby korzystać z tej szczepionki.

Jaki wpływ ma na Ciebie pandemia? Bardzo Ci doskwiera?

Oczywiście. Nigdy nie odczuwałem tak bardzo poczucia samotności i osamotnienia, jak w tej chwili. Na pewno świat się zmienił i też myślę, że przedefiniowaliśmy relacje, na czym one są tak naprawdę zbudowane. Wydaje mi się, że to jest bardzo aktualne, że dwoje ludzi staje się jednym ciałem i jedną duszą. Teraz widać, ile pracy trzeba włożyć, żeby tak się stało i żeby nastąpiło to w sposób naturalny, kiedy to, że ludzie spędzają dużo czasu razem w domu, wysadza wiele związków w powietrze, więc jest to czas zmiany i przebudowy, i prawdy. Spójrzmy, na czym tak naprawdę jest oparty nasz związek. Jeżeli był oparty na jakiejś fascynacji erotycznej, jakiegoś rodzaju przygodzie czy na tym, że ktoś jest użyteczny w czyimś życiu, natychmiast to wszystko zostaje podważone. To, co jest pogłębione, jest oparte na autentycznej przyjaźni, miłości, przetrwa ten czas.

Skoro mówisz o związkach partnerskich, to jak Twoje życie wygląda dzisiaj?

Żyję w związku partnerskim. Myślę, że małżeństwo to nie jest dobry pomysł na życie i nigdy się nie ożeniłem.

Czyli jesteś starym kawalerem?

Tak.

Stary kawaler z dwójką dzieci?

Tak. I myślę, że to jest najlepszy pomysł na życie.

Ale był taki moment, że byłeś tuż, tuż przed ołtarzem? Raz czy więcej razy?

Dwa razy.

Ty się rozmyśliłeś czy partnerka?

Pozwól,że zachowam tę wiedzę dla siebie.

Wychodzę z założenia, że ślub nic nie zmienia w związku, ale jeśli jest to dla kogoś ważne, to szanuję to. Czy ktoś skradł Twoje serce ostatnio?

Nie. Mówimy, że związek jest, ale nie mówimy o małżeństwie.

Czego ci życzyć na koniec?

Żebyśmy przetrwali ten trudny czas, bo on wiele weryfikuje. Teraz trzeba liczyć na odrobinę szczęścia, żeby zdrowym dotrwać, to jest najważniejsze.

fot: Katarzyna Paskuda
makeup: Urszula Heba
Miejsce: Restauracja Endorfina
Foksal Warszawa