Aleksandra Linda: Idę własną drogą

Z Aleksandrą Lindą, aktorką, rozmawiała Katarzyna Paskuda.

Wciąż poszukujesz, czy już wiesz, co chcesz robić w życiu?
Poszukuję i mam nadzieję, że zawsze będę.

Pamiętasz, kim chciałaś być jako mała dziewczynka?
Już kilkuletnia powiedziałam: Jak to kim? Po prostu Aleksandrą. Staram się, aby tak było cały czas. Nie chcę, aby mój zawód czy to, co robię, określało to, jakim człowiekiem jestem.

Fakt, że pochodzisz z rodziny artystycznej, popychał Cię w stronę którejś z uprawianych przez rodziców profesji?
Gdy życie zaczęło mi sugerować, że samą Aleksandrą być nie mogę, zaczęłam niezdarnie naśladować rodziców. (śmiech) Od mamy pożyczałam aparaty, przyglądałam się jej pracy i spędzałam dni, fotografując przyrodę. Dużo też malowałam i pisałam książki. Fascynacja zawodem taty przyszła nieco później. Generalnie jednak fakt, że dorastałam w otoczeniu wspaniałych artystów sprawił, że podążanie tą samą co oni drogą, stało się dla mnie naturalne. Wyrażanie się poprzez sztukę, jest dla mnie oczywiste jak poranny prysznic. Nigdy nie myślałam o innym zajęciu.

Jakie według Ciebie są plusy, a jakie minusy bycia dzieckiem znanych rodziców?
Rozwijanie się w artystycznym gronie jest inspirujące. Kontakt z osobami tak uzdolnionymi na pewno bardzo rozwija, co może zaowocować w przyszłości. Jednak wachlarz oczekiwań, który spada na dziecko znanych rodziców, czasem jest nie do udźwignięcia. Ludzie oczekują, że dorównam rodzicom, bądź będę od nich lepsza. Nie chcę z nikim rywalizować, nie czuję takiej potrzeby, a w szczególności nie z rodziną. Bardzo ciężko jest odciąć się i przestać być postrzeganą jako „córka”, i mimo że bardzo kocham swoich rodziców, od dziecka szukam własnego sposobu na tę naszą wspólną drogę. Chcę być postrzegana jako samodzielny byt, który bez niczyjej pomocy dociera tam, gdzie chce.

Kiedy się przedstawiasz, ludzie od razu kojarzą, czyją jesteś córką?
Bywało różnie. Natłok fałszywych przyjaźni w dzieciństwie sprawił, że ukrywałam swoje nazwisko przez wiele lat. Pamiętam zaskoczenie niektórych moich znajomych, kiedy dowiedzieli się, jak się naprawdę nazywam. Teraz patrzę na to inaczej. Z czasem nauczyłam się czytać ludzi. Potrafię „odfiltrować” osoby, którym warto zaufać i powierzyć całą swoją uwagę. Jest ich niewielkie grono, lecz bardzo mi bliskie. Swoje nazwisko traktuję z dumą, ponieważ świadczy nie tylko o tym, jak bardzo moi rodzice są pracowici i utalentowani, lecz także o tym, ile włożyli sił i determinacji, abym przyszła na świat i dorastała w komfortowych warunkach. Zapewnili mi wszystko, czego potrzebuję i bardzo uwrażliwili. Dzięki nim mam szacunek do drugiego człowieka i jego pracy bez względu na to, jaka ona jest. Oboje rodzice pokazali mi świat takim, jakim go dziś widzę. Wychowali mnie na osobę, z którą ja sama lubię spędzać czas i mam nadzieję, że potrafię umilić go innym. (śmiech)

Masz już za sobą doświadczenie z modelingiem i aktorstwem. Co jest bliższe Twojemu sercu?
Moje doświadczenie z modelingiem to uczestnictwo w jednym z Fashion Week’ów. Potraktowałam to jako kilkudniową przygodę. Natomiast aktorstwo, mimo że to przygoda, która dopiero się zaczyna, już zdążyło mnie w sobie rozkochać. Granie daje mi szansę skonfrontowania się z moimi lękami i słabościami, a zarazem pozwala na przekazanie światu historii, która może zmienić czyjeś życie na lepsze. To dla mnie praca, która daje satysfakcję i wiem, że moje małe kroki i dzieła mogą chociaż w mikroskopijnym stopniu zmienić świat lub poprawić czyjeś samopoczucie. Przy tym rozwijam się duchowo i edukuję, eksplorując emocje i życia bohaterów, których gram. To uwrażliwia mnie na kontakty z innymi ludźmi i pomaga skomunikować się samej ze sobą.

Chciałabyś móc w aktorstwie pochwalić się taką karierą, jaką zrobił Twój tata?
Nie myślę o tym. Kariera to pojęcie względne. Chcę się czuć dobrze sama ze sobą, wykonując pracę, która będzie mnie satysfakcjonowała. W jakimkolwiek kierunku mnie to nie zaprowadzi, ważne, abym stała mocno na ziemi i nie zapominała o ludziach, którzy we mnie wierzą.

Czy kiedy potrzebujesz wskazówek, porady aktorskiej, możesz liczyć na tatę w tej kwestii?
Nie rozmawiamy z tatą o pracy. Onieśmiela mnie.

To jak wspominasz naukę w WSF, prowadzonej przez Twojego tatę?
Moja nauka w WSF obejmowała jedynie indywidualne zajęcia ze śp. Elżbietą Słobodą, która w moich nastoletnich latach przygotowywała mnie intensywnie do podjęcia nauki w Actors Studio, którego była absolwentką. Wtedy bardzo rygorystycznie podchodziłam do podjęcia decyzji, gdzie mam kontynuować naukę. Chciałam się usamodzielnić i dojść do wszystkiego sama. Stąd też mój pomysł, aby wyprowadzić się w wieku 17 lat z domu do innego miasta, wynająć
20 metrową zdezelowaną kawalerkę bez ciepłej wody i ogrzewania za jedynie
200 zł miesięcznie, których zdecydowałam się nie brać od rodziców. Codzienne mycie się w wiaderku wodą z czajnika pamiętam do dziś. Psa współlokatorki, który namiętnie jadł moje łóżko, również. Wtedy zaczęłam uczęszczać
do liceum aktorskiego. 

Twoja mama, Lidia Popiel, jest wybitną fotografką. Dobrze czujesz się przed jej obiektywem?
Stanęłam przed nim stosunkowo niedawno, gdy okazało się, że nie mam zdjęć, które mogłabym podesłać swojej agencji z którą właśnie zaczynam współpracę. Na palcach jednej ręki mogę wymienić osoby z którymi miałam okazję pracować przy zdjęciach. Nie wpisuję się również w kulturę selfie i social media.

Co w sobie najbardziej cenisz?
To, że pokochałam siebie. Było to dla mnie bardzo trudne, postawiłam przed sobą mnóstwo wymagań, zmagałam się z kompleksami, wciąż porównywałam się do innych. Myślę, że każdy, kto zechce i zdoła siebie pokochać i zachować dystans, może być z siebie naprawdę dumny. Mam też poczucie humoru, lubię się wygłupiać i znajdować czas na zabawę w różnych dziwnych okolicznościach. Czasami daje o sobie znać ostrzejsza strona mojego charakteru. Nie lubię owijania w bawełnę, mówię wprost, co myślę.

Co, poza graniem, Cię pasjonuje, co lubisz robić?
Największą moją pasją jest jazda konna, którą szlifuję od czwartego roku życia. Nigdy nie zdecydowałam się na jeden styl jazdy. Przez długi czas trenowałam skoki. Mój pierwszy koń przeniósł mnie w świat westernu, a później spróbowałam polo. Obecnie trenuję pod czujnym okiem Karoliny Wajdy, która uczy mnie hiszpańskiej szkoły jazdy w pięknej, byłej posiadłości Norwidów. Największą radość sprawia mi jednak kontakt z tymi zwierzętami bez pomocy jeździeckich. Lubię galopy na oklep, kiedy trzymam się samej końskiej grzywy. Lubię też poranne rytuały. Wstawanie ze wschodem słońca, słuchanie jazzu i picie kawy w czasie przeglądania porannej prasy, czytania książek. Codziennie staram się znaleźć czas na aktywność fizyczną i medytację. Jestem i domatorką, i podróżniczką.

Jak ze swoją wrażliwością radzisz sobie z komentarzami na swój temat w sieci?
Od ponad 10 lat ich nie czytam i mam zamiar trwać w tym postanowieniu. Zresztą w sieci są chyba tylko informacje i zdjęcia z tamtego okresu. Odcięłam od siebie media na długi czas, od lat umykałam przed wścibskim okiem paparazzi. Komentarze ludzi oceniających wygląd są dużym ciosem szczególnie dla młodych osób.

Czy jest coś, czego żałujesz?
Staram się nie żałować i akceptować wszystkie swoje decyzje: i dobre i złe. W końcu to one mnie ukształtowały. Obecnie kieruję się instynktem i częściej mówię „tak”. Częściej pozwalam sobie na odwagę, aby posmakować życia z różnych stron. Wierzę, że najbardziej żałuje się rzeczy, których się nie zrobiło. 

To jakiej roli, jeśli do Ciebie nie przyjdzie, będziesz najbardziej żałowała?
Rola Iny Benity jest moją wymarzoną, chociaż dotychczas przypisywałam sobie kino gangsterskie i akcji. Bliskie są mi również postaci grane przez Lauren Bacall. Ale zawodowo wszystko jeszcze przede mną, niczego nie przesądzam…

A o czym marzysz dla siebie prywatnie?
Oprócz licencji na pilota helikoptera, moje marzenia są nieskomplikowane. Chciałabym zamieszkać w domu gdzieś na skraju Francji w towarzystwie moich koni i innych zwierząt. 

Może jakieś ludzkie towarzystwo też byłoby mile widziane? Nie mogę się powstrzymać i na koniec zahaczę trochę o prywatę – Twoje serce jest wolne, czy zajęte?
Od niedawna dzielę swoje życie z niesamowitą osobą. Mój ukochany jest poetą, aktorem, muzykiem. Wychował się w Paryżu. Mam duże szczęście mieć w partnerze zarazem przyjaciela, kochanka, jak i obiekt inspiracji. Wiele się od niego uczę.

Fot.: Katarzyna Paskuda, PaskudaPhotography.com
Makeup&fryzura: Agata Grajewska
Stylizacja: Justunique.pl
Zegarek: Poltime.eu
Miejsce : Park w Konstancinie