Menu
Tablet menu

Damian Ozga, prezes MyTravel.pl ujawnia tajemnice sukcesu

Jak można w cztery lata zbudować od zera turystyczny biznes, który stanie się liderem rynku?
Sukces biznesowy wiąże się zazwyczaj ze splotem wielu czynników oraz kompetencji menedżerskich. Nie inaczej było w przypadku My Travel. Doświadczenie zbierałem od najmłodszych lat. Swój pierwszy biznes rozpocząłem na tyle wcześnie, że nawet nie mogłem firmować go własnym nazwiskiem – miałem wtedy 15 lat. To były czasy fascynacji telefonią komórkową w Polsce. Wraz z kolegą postanowiliśmy wykorzystać ten trend i otworzyliśmy w Lubinie najpierw jeden, potem także drugi sklep z aparatami telefonicznymi GSM. Potem zainteresowałem się promocją i reklamą – otworzyłem firmę EVIPGROUP, która teraz zajmuje się promocją centrów handlowych. Te wszystkie doświadczenia doprowadziły mnie do otworzenia biura podróży.

Nie wszyscy Czytelnicy pewnie wiedzą, więc przypomnę, że dużą rolę w tym pomyśle odegrała kobieta. A może to tylko legenda?
To prawda. Jedna z czołowych osób w mojej firmie, pani Halina, postanowiła odejść z pracy, by zając się branżą turystyczną. Nie mogłem pozwolić sobie na utratę tak dobrego pracownika, poza tym coraz częściej myślałem o dywersyfikacji biznesu, co w niepewnych czasach staje się koniecznością. Wybór branży miałem zatem ułatwiony. Wystarczyło wymyślić model biznesowy. Postawiłem na fizycznie działające punkty sprzedaży, nieco odchodząc od rynkowej mody załatwiania wszystkiego przez Internet. To okazało się skuteczne, bo budowało zaufanie do biura w tym szczególnym momencie, gdy wiele innych podmiotów upadało lub z innych powodów traciło wiarygodność. Trzeba było też otoczyć się sprawnymi i godnymi zaufania ludźmi, którzy przeprowadzą rekrutację i zadbają o dobre umowy z franczyzobiorcami oraz będą mieć pod kontrolą jakość oferowanych usług. To podstawa. Dziś sam zajmuję się „tylko” strategią.


Zainwestował Pan w najtrudniejszym momencie, nie tylko dla branży turystycznej, ale w epicentrum kryzysu.
Jest taka zasada wśród inwestorów, by angażować się w przedsięwzięcia właśnie nie w okresie prosperity branży, a wówczas, gdy boryka się ona z trudnościami. Dopiero wówczas, oferując dobry produkt czy usługę, można liczyć na zwroty nakładów. Jak widać, ta zasada się sprawdziła, dzięki między innymi postawieniu na bezpośredni kontakt z klientem. Teraz staramy się dołączyć do pierwszej trójki graczy w obszarze on-line.

A gdy to się uda, to?
Nie lubię stagnacji, więc myślę o kolejnych biznesach. Pierwszy już rusza, więc mogę o nim wspomnieć – chodzi o rynek ubezpieczeń. Drugi niech pozostanie jeszcze przez jakiś czas tajemnicą.

Z Damianem Ozgą rozmawiał Jerzy Mosoń.

Ostatnio zmieniany
Powrót na górę

Szukasz czegoś?

Login or Register